• Wpisów:18
  • Średnio co: 83 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin:8 357 / 1582 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Budzik. Która godzina do cholery i dlaczego nic nie pamiętam? Gdzie jestem, co tu robię, przecież mój pokój wygląda całkiem inaczej! Musiało minąć parę dłuższych chwil, zanim pozbierałam myśli i przypomniałam sobie gdzie jestem i w jakim celu tutaj jestem. Dopiero 6.20, mimo to Kasia i Łucja już gdzieś zniknęły. Wciąż leże, bez ruchu, nie mam ochoty się podnosić, jest tak wcześnie. Staram się przypomnieć sobie dlaczego wszystko mnie boli, prawdopodobnie gdzieś upadłam, ale chwila, to jest przecież inny ból, ból tak bardzo mi znajomy, tak bardzo kochany a i równocześnie nienawidzony przeze mnie ból! Muszę się skupić jeszcze bardziej, zasięgnąć pamięcią troszkę dalej, co się działo ostatniej nocy? Bo wydaje mi się, że nie spędziłam jej tutaj, w łóżku, śpiąc grzeczniutko i śniąc o idealnych bajeczkach, zamkach, księżniczkach i książętach na śnieżnobiałych rumakach.

Myśli uciekają na wszystkie strony. Próbuję wyłapywać z pamięci nawet najdrobniejsze skrawki tego, co działo się wczoraj. W chwili obecnej, układają się niczym niekompletne puzzle, badziewna, wybrakowana układanka! Strzępy...tyle zostało z ostatnich dni, a przecież wiele się wydarzyło, chyba. Auuć... no tak, ciało dopomina się o troszkę kremu, zapewne bandaż i plastry, a ja oczywiście muszę spełnić tę zachciankę i to w trybie natychmiastowym, tak by nikt nic nie zauważył. Jestem z siebie tak dumna, że udało mi się zatrzymać mój maleńki sekret w dalszym ciągu tylko i wyłącznie dla siebie. To nic że nie pamiętam ostatnich kilkunastu godzin, w końcu już nie pierwszy raz i znając życie to nic specjalnego mnie nie spotkało. Bo co niby mogło się stać? Co prawda mam niedokończoną układankę w głowie, instynkt podpowiada cichutko, daje znak, wysyła ostrzeżenia, ale nie, przecież nic się nie stało. Zabieram się za krycie dowodów zbrodni. Nie wiem jeszcze dlaczego tak wcześnie wstałam. Nikogo nie ma, pustka... I co będę robić cały dzień? Może wypada zadzwonić do kogoś, zapytać gdzie są, co robią i co ja mam robić. Ale najpierw chwila relaksu dla siebie, ciepły prysznic i w zasadzie nic więcej, bo co można jeszcze zrobić z tak szpetnie okaleczonym ciałem? To jest pytanie, ale jeszcze ciężej odpowiedzieć na to, co zrobić z tak bardzo okaleczoną duszą? I czy spotkam kiedyś tak przypadkiem jakiegoś świetnego lekarza dusz? Hah... No oczywiście że nie. Plany, marzenia, fantazje, myśli, słowa, melodie, wszystkie wytworzone dzięki wyobraźni, stworzone tylko by były więźniami w naszej głowie, by ciągle zadawały ból, by pokazywały jak bardzo są piękne, jak wiele szczęścia dają, jak zmieniają nas na lepsze, okazują ciepło, jak dzięki nim życie nabiera kolorów i w końcu jak bardzo są nierealne i nie możliwe do realizacji. Można czegoś bardzo chcieć, być niemalże pewnym i przekonanym w stu a nawet i tysiącu procentach że uda się spełnić marzenia, to i tak w którymś szczególnym momencie szlak wszystko trafi. Ale nie ma co się przejmować! Opowiem ci dokładnie jak to wygląda po kolei! Tylko usiądź wygodnie i posłuchaj...
Najpierw jesteś szczęśliwy, bo nie znasz miliona uczuć, bliskie jest ci tylko szczęście, a przy poczuciu fizycznego bólu - smutek. Z czasem gdy dojrzewasz, poznajesz inne uczucia, te korzystnie wpływające na ciebie i te sprawiające, że zaczynasz tęsknić za okresem gdy znałeś zaledwie 2. O właśnie, widzisz w tej chwili poznajesz także tęsknotę. Ale to jeszcze nic. Następnie poznajesz kolejno jeszcze więcej uczuć. Zazdrość, rozgoryczenie, miłość, naiwność... Wymieniać bym mogła bez końca, bo pewnie wiesz, albo i nie, ale człowiekowi towarzyszyć może nawet do 500 różnych od siebie uczuć, emocji i nastrojów. To tak, jakbyś był\a skarbonką, a ludzie każdego dnia zapełniali cię złotówkami, co suma summarum późnym wieczorem dałoby około 500 złotych. Tak właśnie jest z nami. Ludzie, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy napełniają nas uczuciami, pozytywnymi ale i negatywnymi, a potem my jesteśmy rozliczani sami przed sobą i to my najbardziej na tym cierpimy, bo przecież, by wydostać zawartość skarbonki, najpierw trzeba ją stłuc. Metalowe krążki nie ucierpią, skarbonka zaś, zniszczona zostaje doszczętnie - uczucia nie ucierpią, człowiek zaś, zostaje zniszczony doszczętnie.

Piecze, ciepła woda sprawiła że rany się otworzyły i bolą jeszcze bardziej. Ale ból taki skłania mnie ku głębokiej refleksji. Skupiam się wtedy na rzeczach ważnych i całkowicie bezwartościowych. I z każdej sprawy w tej chwili wyciągam wnioski, snuję prawdopodobieństwa i osiągam całkowicie inny kąt widzenia.

Na lustrze wisi karteczka. Pismo Łucji, od razu rozpoznałam. Treść... Jak mogłam zapomnieć! Przecież dziś są zawody, zostawili mnie... Trenerowi powiedziały, że jestem bardzo chora, mam bardzo wysoką gorączkę i nie mogę nawet wstać z łóżka. Dobra, ale chwileczkę. Dlaczego niby miałabym nie wstać z łóżka? Musze wystartować, sztafeta się zawali, nie mogę zawieźć kolejnych osób. Mam tylko nadzieję że zdążę się ubrać i pojawić na trasie na czas. Coś jeszcze mi tu nie gra, brakujące puzzle chyba powoli się odnajdują, a teraz już boję się kończyć układankę, bo przewiduję kompletny obrazek... I nie jest on odzwierciedleniem szczęścia. Koniec teraz rozmyślania, lecę na trasy, muszę! Tylko czy dam radę, tak bardzo boli. Ale muszę, muszę. Tylko jak ja im spojrzę w oczy, co powiem, jak wytłumaczę to wszystko? Będę się martwić potem. Teraz przeraża mnie jedno. Czy one poznały już moją tajemnicę?

Widzę je, stoją tuż przy starcie, a ich przerażone miny na mój widok uderzają we mnie z pełną siłą, powodującą wewnętrzny paraliż, jednak idę, bo przecież obiecałam i sama zawaliłam. Jestem gotowa na wszystko.




Na dzisiaj tyle, zachęcam do odświeżenia pamięci i ocenienia kolejnego rozdziału. Następny niebawem! Miłego czytania !
  • awatar Ten Świat Umiera: Kiedy kolejne posty? Czekam nada.. <Dawna "Jestem nikim">
  • awatar Jestem nikim....: Jestem pierwsza! Super.xD <3 Cieszę się, że wreszcie jest ten upragniony przeze mnie rozdział. <3 Już bałam się, że zapomniałaś o swoich wiernych czytelnikach, w tym o mnie. A co do rozdziału to jest tak samo świetny jak pozostałe. <3 Świetnie opisane uczucia, refleksje. Nic dodać nic ująć. Czekam na następny. <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- "Co ty do cholery jasnej tutaj robisz i to na takim mrozie, zwariowałaś ?!"
Nie odezwałam się, nie spojrzałam nawet w tamtą stronę, ale wiedziałam że to ona, Kasia.

- Odwal się ode mnie głupi psie ! - krzyczała Kasia, Baca ciągle szarpał ją za rękaw, ciągnął ją coraz bliżej mnie i tak właściwie to po co ? Przecież chciałam być sama ! Głupi pies.

- Lena wstawaj, nie wygłupiaj się ! Wracasz ze mną do środka i nie interesuje mnie twoje zdanie na ten temat !

Czego ona ode mnie chce ? Dlaczego tu jest ? Skąd się wzięła ? Przecież byłam sama... I tylko Baca był tutaj, razem ze mną, ale potem ... Baca ją tu przyprowadził ? Nie ważne... Boli, szczypie, krwawi, cholera... co robić ! Ona nie może zobaczyć mnie w takim stanie, ona nie może widzieć tego, co zrobiłam ! Idzie tutaj...? Nie, zdaje mi się ... Wciąż coś krzyczy... Nie rozumiem, myśl, no myśl kretynko jak to zakryć !

- Jak nie wstaniesz sama, to cie zaniosę ! Słuchasz mnie ?! Lena ! Co się z tobą dzieje ?


Panika... strach... dalej cieknie...

- Sama chciałaś !

Co ? Co ona ma zamiar zrobić ?

Kasia nie wytrzymała, podeszła bliżej... i zamarła w bezruchu i osłupieniu. Nie mogła wydobyć z siebie nawet oddechu. Jej przerażona mina wywołała u mnie uśmiech, nie wiem dlaczego, ale satysfakcjonowało mnie jej przerażenie, czułam się silniejsza, odważniejsza... Nie jednak nie potrafiłam zdobyć się na odwagę, by spojrzeć jej teraz w oczy...Odważny tchórz ze mnie. Nagle ktoś trącił mnie z ogromną siłą, upadłam. Znów... Oczywiście, można było się domyślić, że to znowu Baca. Zrobił to specjalnie ! Tym razem, już nie uniknęłam wzroku przyjaciółki. Odwzajemniłam jej spojrzenie przepraszającym wzrokiem. Z trudem udało mi się zauważyć, że po jej policzkach płyną łzy. Nie wiedziałam dlaczego i co mogę zrobić w tej sytuacji. Oparłam się o ścianę i czekałam ze spuszczoną głową, aż ona wreszcie przerwie tą ciszę. Dławiąc się łzami w końcu zaczęła mówić przerywanym, pełnym żalu głosem:

- Lenuś... Co Ty zrobiłaś ? Spójrz na siebie, jesteś taką śliczną dziewczyną, masz rodzinę, masz przyjaciół, świetnie sobie radzisz w szkole, za tobą i przed tobą same sukcesy, a to, co teraz robisz, to ci tylko przeszkodzi, zmarnujesz się ! Lena, proszę, popatrz na mnie, powiedz coś !

Słyszałam niestety tylko pojedyncze, wyrwane z kontekstu słowa, które układały się w mojej głowie w jeden wielki bezsens. Nie mogłam znieść widoku jej zapłakanej twarzy. I to przeze mnie ! Przecież obiecałam sobie że będę innym pomagać, darować uśmiech zawsze, ZAWSZE ! A teraz ? Teraz sprawiłam, że moja przyjaciółka wylewa łzy, na marne, z mojej winy ! Jestem beznadziejna. Ta myśl ciągle siedzi w mojej głowie, miałam pod ręką mój mały srebrny skarb. Teraz chciałam już tylko jednego ... Samotności, ciemności, ciszy i... mojej "przyjaciółki". Kolejny raz, zatopić ostrze w skórze, zobaczyć jak krew wyrywa się, jej stróżki uciekają jedna, przed drugą, jakby urządzały sobie wyścigi "która pierwsza upadnie" . Tak, tylko tego chcę, ten widok, to uczucie ! ... NIE ! Co ja mówię !? Przecież wcale nie chcę, chcę przestać ! Zapomnieć o tym , to mi wcale nie daje siły, wcale nie przynosi mi ulgi, nie poprawia samopoczucia, nie układa myśli...

I znów łżę. A co najśmieszniejsze ? To, właśnie tak, to, że wciskam tak wspaniałe kity samej sobie ! Bez tego, życie, to nie życie, myśli, to nie myśli, słowa i tak już nie są słowami, ale ten fakt sobie podaruję. Nie chcę przestać. A dlaczego ? Boję się. Taka odważna, a zarazem tak tchórzliwa. Tak idealna, a tak nierozgarnięta...

- Co mam powiedzieć ? Jeżeli wyszłam, nie mówiąc nic, to było chyba jasne że chciałam zostać przez chwilę sama. Co tu robisz ? Zakłócasz moją ciszę, mój spokój. To moja noc i moje miejsce. Zjeżdżaj.

Kasia stała z niedowierzaniem próbowała wydusić coś z siebie :
- Ale Lena... Co ci jest ? Chce ci pomóc ! Daj, opat... - NIC mi nie będziesz opatrywać jasne ?! Co się tak gapisz ?! Nigdy nie widziałaś żyletki, krwi, paru ranek ?! Zostaw mnie wreszcie samą ! - przerwałam jej w pół zdania.. Nie panowałam nad sobą. Kontrolę nade mną przejęło pragnienie.

Kasia ze spuszczoną głową, odeszła. Nie odwracała się, zostawiła mnie samą. Teraz miałam do niej żal, że tak po prostu sobie poszła. Ale przed oczyma stanął mi moment, poprzednia chwila, w której tak bezczelnie na nią nakrzyczałam i to tylko dlatego, że za wszelka cenę usiłowała mi pomóc ! Jaką ja jestem frajerką !

Teraz już nie myślałam o niczym. Taki niesamowity ból... Nie, nie fizyczny... Wyrzuty sumienia... Jak mogłam ją tak potraktować ?!

Nie to jest teraz najważniejsze, poszła do środka, zapłakana, jeśli ktoś ją zobaczy.. co odpowie ? Wyda mnie ? Wszyscy się dowiedzą ! Nie może do tego dojść ! Moja reputacja, moja opinia, wszystko to legnie w gruzach... Była tak dobrze, tak długo udawało mi się oszukiwać nawet samą siebie, a tu nagle ona, Kaśka, odkryła moją małą tajemnicę ! Jak ja mogłam na to pozwolić.

Krew się we mnie gotowała. Czułam potrzebę sięgnięcia po raz kolejny dziś po moje narzędzie... Jednak kiedy wyciągnęłam dłoń, zaczęła drżeć. A ja, widziałam wszystko jakby przez mgłę. Wiatr, który przerywał chwilami ciszę, nagle jakby ucichł, lub ja przestałam go słyszeć. Kręciło mi się w głowie. Denerwowałam się coraz bardziej, było mi coraz zimniej, starałam się wstać, wejść do domu, koniec zabawy na dziś, upadłam. Nikt mnie nie usłyszy, jest tak zimno, nawet nie mam sił by krzyknąć. Modlę się o cud ... Aż nagle...




Po dość długiej przerwie, kontynuacja Postaram się częściej napisać coś wartego poświęcenia kilku chwil i oczywiście mam nadzieje że rozdział przypadnie do gustu



  • awatar Gość: Usunęłaś mój komentarz :( Był krytyczny, fakt, ale i takie są potrzebne. Niby wszyscy uznajemy SZCZEROŚĆ za najistotniejszy element w kontaktach z innymi... niby :(
  • awatar Kicia *_^: Super wpis :* . Wpadnij ;)
  • awatar Przypadek...nie sądze!!!: Nie no masz talent! -Pareo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (29) ›
 

 
Wszyscy siedzieli przy jednym stole, nasze rozbawione twarze, zmieniły się. Usiadłyśmy na rogu. Dziewczyny nie przejęły się całą sytuacją aż tak bardzo. Uważnie lub nieuważnie, jak kto woli, wpatrywałam się i przysłuchiwałam wszystkiemu co działo się wokół a myśli krążyły bezcelowo. Znowu byłam nieobecna. Nienawidzę i uwielbiam ten stan, pomaga mi i niszczy mnie, prowadzi do sukcesu i niesie porażki, czyni mnie niezależną a zarazem uzależnioną, od własnych, niepoukładanych myśli, drążenia tematów do samego końca i jeszcze trochę dłużej, zastanawiania się nad tym, nad czym normalny człowiek prawie nigdy nie myśli. A ja, czasem lubię usiąść na ławce choćby w parku i popatrzeć, posłuchać. Obserwuję zabieganych ludzi, jedni idą sami, niosąc w rękach ciężkie torby, inni zaś biegną z telefonem przy uchu, nie widzą nikogo wokół, w tym szaleńczym biegu trącają innych, może słabszych, niby spojrzą,ale co widzą ? Pustkę, nie stać ich nawet na słowo "przepraszam." Ale chodzą też ludzie zamyśleni, niemalże tak bardzo jak ja. Wtedy zastanawiam się nad czym tak intensywnie myślą, dokąd idą, może mają jakiś problem, może szukają pomocy ? Z niektórych twarzy można wyczytać to, jak się czują, czy są smutni, przygnębieni, czy może rozpiera ich radość. Nie wiem, może i to dziwne, ale umiem ocenić kiedy uśmiech jest tylko uniesieniem 2 kącików ust w górę, a kiedy jest wyrazem wypełniającego nas szczęścia. Po prostu to wiem, widzę, czuję.Chciałabym podejść, zapytać, czy wszystko w porządku, co z tego że kogoś nie znam ? Dla kogoś w potrzebie liczy się pomoc,a to od kogo ją otrzyma, liczy się najmniej, albo nawet wcale. Na tak wiele rzeczy nie zwracamy uwagi, a może gdybyśmy wszyscy poświęcili im troszeczkę uwagi, świat byłby całkiem inny ? Gdyby chociaż co trzeci człowiek na świecie usiadł tak jak ja... wsłuchał się, wpatrzył... Spojrzał na wszystko z innego punktu widzenia, ze swojej własnej perspektywy, może wtedy zrozumielibyśmy siebie, nie zastanawialibyśmy się na sensem życia, dnia, nocy, świata ? Może by tak było. Ale wiem jak nie będzie. Nie zrozumiemy siebie, nie przestaniemy szukać sensu we wszystkim, nie będziemy cieszyć się z małych szczęść,pokornie przyjmować nieszczęść... A dlaczego ? Dlatego, że nie próbujemy ! Nie mamy nawet tyle odwagi, chwili czasu, chwili dla samych siebie, nie marzymy, a jeśli marzymy, to co z tego, jeśli brakuje wiary ? Często słyszę : "Marzę, żeby wreszcie to się spełniło, przecież już tak długo czekam" A wtedy zadaję tylko jedno pytanie : "Wierzysz ?" A odpowiedź przeważnie mnie rozczarowuje. Mówisz "mam nadzieję", ale czy rozumiesz to co właśnie powiedziałeś ? Czy jesteś przekonany że masz nadzieję, że wierzysz ? No właśnie... I mi samej też często brakuje tej wiary, nadziei. A przecież tyle razy już przekonałam się że wiara czyni cuda, marzyłam... marzenia się spełniły, co prawda nie wszystkie, ale uświadomiłam sobie, że te które jeszcze się nie spełniły, albo spełnią się już nie długo, albo będzie lepiej dla mnie kiedy nie spełnią się nigdy, bo przecież nie wszystko czego pragniemy musi być dla nas dobre. A może najzwyczajniej w świecie dla naszego dobra nie będzie nam dane.
- No to teraz twoja kolej, pokaż co zapamiętałaś, z tego, co mówili i pokazywali ci starsi koledzy. Bo twoje koleżanki nie słuchały, może uratujesz dumę.
To było do mnie... Nie mam pojęcia o czym była mowa, jak się do tego wziąć, który smar, co najpierw, na którą część. Wzięłam do ręki bladoniebieską kostkę parafiny, wszyscy patrzyli na moje ręce... nie lubiłam tego, od zawsze. Wzięłam w końcu żelazko, przestało mi zależeć. Pociągnęłam raz, kolejny, dość. Byłam przygotowana na konkretną krytykę.
- Więc właśnie. Jedyna która słuchała i zrobiła to dobrze.
Opinia trenera mnie całkiem zaskoczyła, cóż, widocznie miałam szczęście. Od tych smarów rozbolała mnie głowa, a jeszcze bardziej od jego obecności. Musiałam wyjść. nie mogę tam dłużej siedzieć, jestem śpiąca, rozdrażniona, mam kaprysy, czuję że zaraz wybuchnę płaczem jak małe dziecko, czułam się tu tak obco... Nie wiem co robić. Wpadłam w całkowitą panikę, wszystko mnie przerastało, bałam się każdego przedmiotu, wydawało mi się że wszystko chce mnie skrzywdzić, uwięzić, zatrzymać... Porwałam z wieszaka kurtkę, kawałek bułki z szynką i moją srebrzystą przyjaciółkę. Wyszłam jak najszybciej i jak najciszej, tak żeby nikt mi nie przeszkodził, chciałam być sama, nagle przestali mnie interesować wszyscy inni. Ze łzami w oczach wyszłam przed dom, zapaliło się nikłe światełko, ale zaraz zgasło. Zeszłam w dół, niżej, za dom, wpadłam w wielką zaspę śniegu, przez chwilę miałam ochotę tam zostać, ale coś mnie ciągało dalej, wydostałam się jakoś z kupy śniegu i mimo braku sił zaczęłam biec w dół. Minęła chwilka, gdy nagle znalazłam się twarzą do śniegu, nie byłam pewna co się stało, czułam na sobie ogromny ciężar. Słyszałam rytmiczne, szybkie, płytkie oddechy. Obróciłam się, nade mną a raczej na mnie siedział biały ogromny pies, ten sam który mnie tak ciepło przywitał. Na obroży przeczytałam że wabi się Baca. Przecież to dla niego wzięłam ta kanapkę, nie spodziewałam się że tak szybko go znajdę, a może bardziej on znalazł mnie. Dziwne, tak jakby znał moje myśli, wiedział co chcę zrobić, przybiegł i zatrzymał mnie. Nikt inny tego nie zrobił... Należy mu się moje jutrzejsze śniadanie i może nawet obiad. Ale jednak dziś, teraz nie chciałam żeby ktokolwiek mnie powstrzymał. Tyle dni, to było dla mnie już za wiele dni, brak endorfiny wywoływał niesamowity, nieopisany lęk. Czułam że już nie daję rady, tylko to mnie mogło uratować, powstrzymać, dać siłę na kilka dni. Rzuciłam Bacy to, co mu przyniosłam, podniosłam się i podeszłam pod drewnianą ścianę. Siadłam pod nią, znalazłam paczkę zapałek... uwielbiam igrać z ogniem. Paliłam jedna po drugiej wpatrując się w niebezpiecznie ale zachęcająco migocące złote języki ognia. Każdy opowiadał inną historię, każdy coraz to ciekawszą, szkoda że tylko ja mogłam ją zobaczyć... Wokół mnie piękna muzyka, wystarczy się wsłuchać ... Idealne miejsce, idealny czas... by to wszystko zepsuć. Wyciągnęłam moją przyjaciółkę, nierozłączną towarzyszkę, pocieszycielkę... Serce zaczynało bić coraz szybciej, coraz mocniej, poziom adrenaliny wzrastał, w oku pojawiał się ten błysk . Teraz dopiero zauważyłam ze Baca gdzieś zniknął, zostawił mnie samą, ale przecież jeszcze jakieś 10 minut temu sama tego chciałam. Zamknęłam oczy ... jeden płynny ruch, kolejny, i następny, mróz szczypał, po śniegu spływała krew, plamiła bielutki obraz, a ja czułam się taka szczęśliwa, ale zaraz znów było mi mało, powtórzyłam czynność jeszcze kilka razy. Chyba trochę przesadziłam, za mocno, dalej płynie, jeszcze szybciej, jeszcze wiecej, znów zaczyna się nerwówka, zastanawianie się czy jeszcze się uda, kalkulacje bez sensu, obiecywanki w duchu że to ostatni raz, wiedząc że to nie jest ostatni, ani przed ostatni,ani przed przed ostatni raz.

Oczy mi się zamykały, byłam taka zmęczona, nie wiem czy mi się tylko zdawało, czy znów słyszałam Bacę. Tak, to chyba on, ale chwila, słychać kroki ! Kogo on tu przyprowadził ! Chciałam się schować, nie zdązyłam, zza rogu oslepiło mnie światło, usłyszałam głos... :
- Lena ?!







Długo nie bylo, ale już jest, mam nadzieję że się spodoba ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Przypadki są przypadkowe? A los, czy los jest obojętny? I czy są dla nas dobrem, czy przeciwnością? Nie umiem już tego określić... Zapraszam na rozdział XIV.






Jedziemy. Droga dość długa przed nami, w samochodzie ścisk, gorąco. Zatrzymujemy się na jakiejś stacji. Wszyscy wysiadają i gdzieś się rozchodzą, nagle zostajemy sami... On podchodzi do mnie, łapie mnie za rękę, już już otwiera usta, chce coś powiedzieć, ale nie może... Robi krok, jest jeszcze bliżej,zamyka oczy... i
- Wstawaj, spóźnisz się ! Trener już czeka na ciebie. - moja ukochana siostrzyczka zwlekła mnie z łóżka i przerwała taki ciekawy sen ! Chciałam zasnąć jeszcze raz, chciałam zobaczyć co się miało stać w tej chwili ! A wszystko było takie realne, niemal czułam ten dotyk, to jak było mi ciepło... Ale jednak to tylko sen. A szkoda. A co by było, gdyby jednak tak się stało?

Pożegnałam się, wyszłam z domu, zapakowałam do samochodu, byłam pierwsza. Teraz kurs po Kasię i Łucję. Chodzimy razem do klasy, bez nich ciężko by mi było tam jechać i przetrwać to wszystko.

Jesteśmy w komplecie, oczywiście nasza trójka z samego tyłu. Jak najdalej od niego. Kasia i Łucja wiedziały wszystko, no... prawie wszystko. Rozumiały mnie. Przed nami 400 km. Jakoś damy rade, za kilka godzin będziemy. Marzę tylko żeby się zamknąć sama w pokoju i pójść spać... Nic mi więcej nie potrzeba do szczęścia.

Zatrzymaliśmy się na stacji. Wszyscy gdzieś poszli. Została nasza dwójka. Sen na jawie ? Nie... Nie czekam, idę przed siebie, niech się dzieje co chce, nie chce znać prawdy, nie ważne, już mnie to nie obchodzi, po co mam cierpieć jeszcze bardziej niż wczoraj ? Znalazłam dziewczyny, zjadłyśmy razem frytki i pora wracać. Teraz już chyba nikt nie ma siły się odzywać. Monotonia mnie usypia, ten szum, ciągle taki sam. Mimo woli głowa zaczęła mi opadać coraz niżej, powieki robiły się coraz cięższe, czułam ze już nie dam rady się powstrzymać, oparłam głowę na kolanach Kasi, i tak przespałam całą pozostała drogę. Obudziłam się, kiedy już podjeżdżaliśmy do hotelu. Otworzyłam drzwi i zamarłam. przede mną stało coś, białego, wielkiego, z ogromnymi kłami, dyszało, patrząc na mnie swoimi ciemnymi oczami. Byłam zdezorietntowana. ALe po chwili ogromny nowofundland podniósł łapę i połozył ją na mojej dłoni. Bardzo mnie to zaskoczyło. Zdawało mi się że skądś już znam tego pieska, ale to nie możliwe. Nie ważne, trzeba się rozpakować.

Zaraz mamy kolację. Dopiero 18... a gdzie tam jeszcze do wieczora ! No cóż ... posiedze sobie poczytam może coś...

Całe my ! Oczywiście spóźniłyśmy się na kolację, wszyscy już byli, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, dla nas trzech zostal najmniejszy stół trzyosobowy, ułożony tak,że podczas jedzenia byłyśmy odwrócone tyłem do wszystkich. Jedzenie mi nie smakowało. A mimo to wszyscy pilnowali mnie i wpychali do mnie jak najwięcej. I wtedy uświadomiłam sobie, że tutaj mnie prawie nikt nie zna, jestem prawie wolna, nieograniczona. I z tej racji obiecłam sobie poszaleć ! A z Kasia i Łucją to nie będzie trudne. Po kolacji idziemy na miasto.

Wyszłyśmy nie pytając nikogo, byłyśmy tutaj pierwszy raz w życiu. Biegałyśmy po mieście jak szalone, robiłyśmy zdjęcia. Nikomu to nie przeszkadzało. Potem kupiłyśmy sobie Picolo, zdarłyśmy etykiete i czarowaly wszystkich w koło ze mamy szampana... Byłyśmy w kawiarni wypić wielkie cappuccino z bitą śmietaną... Tak bardzo się śmiałyśmy, ze nie mogłyśmy dojść z powrotem do hotelu. Pod kurtkami upchane byly paczki chipsów, tigery i oczywiście nasz "szampan". Wróciłyśmy coś koło 23, ale nie mineła nas praca, trzeba bylo parafinować narty... i wszyscy musieliśmy zejść na dół. Koty, czyli my z pierwszego roku, musza się uczyć od starszych. Zeszłam na dół i mój świetny humor nagle się ulotnił...




Tyle dzisiaj, nie wiem czemu, ale ni mogłam normalnie dodać tytułu.. Miłego czytania
  • awatar Tylko ty!: Świetny blog :)
  • awatar Gość: Jesteś fanką serialu Violetta,który leci na D.Channel? Jak tak to wejdź http://nakokv.pinger.pl/ Jest dużo informacji na ten temat :)
  • awatar Gość: Zarąbiste to jest !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Przerwa jest chyba długa, wiem że takie pogadanki zazwyczaj trwają trochę. A nie chcę się znowu spóźniać i tłumaczyć. Nienawidzę się tłumaczyć, komukolwiek z czegokolwiek. Nie rozumiem po co komuś to wiedzieć co robiłam, gdzie byłam, z kim rozmawiałam i o czym. Ale ludzie są tak skonstruowani że wszystko to, co nie powinno akurat najbardziej ich interesuje ! Tych owianych tajemnicą, spokojem jak najszybciej chcą zniszczyć, odkryć każdą kartę, wyszukać każdą słabość by potem wykorzystać przeciwko bezbronnemu człowiekowi. Co jest powodem ku takim zachowaniom ? Zazdrość ? Pewnie tak, w wielu przypadkach na pewno, ale musi być coś jeszcze. Może miłość ? Niespełniona owszem... Tyle że wtedy to już nie miłość, tylko jakaś choroba, parodia miłości, złudzenia... Gdyby się tak głębiej zastanowić i szukać powodów, znalazło by się ich wiele, o wiele za dużo. "Ludzie ujrzą drzazgę w twoim oku, lecz nie potrafią dostrzec belki w swoim." Przysłowia jednak są mądrością narodu. Najbardziej boli mnie fakt, że nie potrafimy być sobą zawsze i wszędzie... W każdym innym miejscu jesteśmy kimś innym, udajemy, gramy, kogoś kim nie chcemy być ! Ale musimy, bo inni tacy są, bo nie chcemy być gorsi, bo boimy się, że upadniemy i zniszczy nas całe stado sztucznych, wykreowanych potworów. Przez te obawy z z czasem sami zmieniamy się w zaślepione bestie krzywdzące kolejnych i kolejnych, zabijające prawdziwych, kochanych, tak bardzo potrzebnych ludzi. Robię co mogę, staram się być sobą w każdej sytuacji, choć przyznaję, to z dnia na dzień coraz bardziej męczące. Mimo wszystko, nie mogę patrzeć, na cierpienie innych, na to jak już nieodwracalnie zmienione szkarady niszczą nas ! Tak mi przykro to mówić, ale sama świata nie zmienię, a jakoś nikt nie garnie się do pomocy. Każdy biegnie, chce nadążyć za zakłamanym stadem, ale jeszcze nie każdy wie, co spotka go na mecie. Wiem że jestem na przegranej pozycji, ale wiem również że wygranym nie jest ten kto ma nad słabszym przewagę liczebną, czy fizyczną,ale ten, kto ma dobre serce, marzenia i trzeźwe myśli.

- Więc jutro o 15 wyjazd. Zgadzasz się ?
- Tak. Nie.! Co ? Może pan powtórzyć, trochę się zamyśliłam.

Znowu uciekłam myślami gdzieś dalekoo, nie zastanawiając się nad tym co mówi do mnie trener. Tym razem już muszę słuchać, żeby później nie żałować swoich decyzji.

- Biegasz już trochę, a więc wskazane jest zabrać cię na jakieś bardziej profesjonalne trasy. Twoje koleżanki już o wszystkim wiedzą, zgodziły się pod warunkiem że ty również pojedziesz. Mam na myśli kilku dniowy wyjazd w ferie. Starsi będą startować w zawodach, wy im pokibicujecie, zobaczycie jak tam jest. Na pewno nie będzie się wam nudzić, poznacie nowych kolegów, koleżanki. Jedziesz ? Oczywiście zapewniam wam sprzęt i wszystko czego będziecie potrzebować.

Nie wiem co robić, jechać, czy nie. ON też będzie. Nie wiem czy dam radę... Ale zz drugiej strony nie będę sama, nie będę miała czasu na myślenie o tym, o czym nie powinnam. Nie. Co ja mówię. Czas zawsze będę mieć, ale tam będzie go wiele mniej...

- Jadę.
- Cieszę się, po szkole cię zawiozę do domu, weźmiesz sobie rzeczy.

Nie odpowiedziałam nic więcej, z głową w chmurach wyszłam z kantorka. Nie spieszyłam się na lekcję, bo i tak byłam spóźniona. Może nawet nie pójdę, po co na te kilkanaście minut. I nie będę się tłumaczyć, chociaż raz zrobię wszystko tak, jak mi się podoba.

Wróciłam do domu. Trzeba się spakować, przygotować to, co trzeba. Nie wiem nawet co wziąć. Ostatecznie coś wybiorę później. Teraz idę spać... Muszę sprawdzić co dzieję się w moim świecie.


Następny rozdział pewnie dopiero za tydzień, bo szkoła Ale szybko zleci dziś mam dla was nutkę <3 Miłego czytania !
  • awatar Dori 134: Dobrze że wybaczasz :) i ludzie po wini cię docenić za to co dla nich robisz. Świetna piosenka i Rewelacyjny blog !
  • awatar Kefas84: dobrze ,że wybaczasz :) niestety coraz mniej ludzi potrafi prawdziwie wybaczyć drugiej osobie i faktycznie zapomnieć o doznanej krzywdzie. Serdecznie pozdrawiam :)
  • awatar welcome in my life :*: wow MEGA :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 
Nagle drzwi otworzyły się, wyszła ze łzami w oczach Justyna. Zastanawiałam się co teraz zrobić, miałam szansę jeszcze się wycofać. Jeszcze nie było za późno. Ale co bym wtedy zrobiła ? Jedynym wyjściem była by ucieczka, ale jeśli by mnie złapali było by jeszcze gorzej. Od razu były by pytania i podejrzenia, co, jak dlaczego. Przecież wzorowa uczennica, idealna dziewczynka, wzór ! A jednak, pozory to tylko pozory - mylą. Dobra, koniec już bezsensownego rozważania. Raz się żyje, idę. Weszłam i ... ? Siedzi przy stole w okularach na nosie, nerwowo trzymając w ręku długopis udaje że podpisuje jakieś ważne dokumenty. Zauważyłam, że zawsze tak robi, kiedy jest zdenerwowany. Cóż, każdy odnajduje swój sposób na ukojenie nerwów. I znowu kontynuuję swoje rozmyślania, stoję jak sierota, zapomniałam chyba po co tu przyszłam, czas w końcu się odezwać.
- Dzień dobry ... nie przeszkadzam panu ?
- Następna po zwolnienie ? - zapytał podniesionym głosem nawet nie spoglądając na mnie.
Nie odezwałam się, czyli mogę albo odkryć swoje zmasakrowane ręce, albo uciec. Nie wiem co będzie lepsze, ale wszystko, byle nie ujawnić mojej tajemnicy, nie chcę żeby ktoś zabrał mi moje "szczęście". Już miałam wychodzić, ale jego głos mnie zatrzymał, pojawił się cień nadziei, coś jednak pozwoliło mi wciąż się kryć, coś jeszcze jest po mojej stronie !
- A, to Ty. Co się dzieje ?
- Mogę prosić o zwolnienie ? Bardzo źle się czuje, a sam pan widzi że to jest dopiero moje pierwsze zwolnienie. Proszę bardzo. - Wątpiłam w to, że mnie tak po prostu zwolni, na pewno będzie jakiś haczyk. No i miałam rację, był. Coś za coś. Niestety dzisiaj nic nie otrzymujemy ot tak po prostu.
- Idź posprzątaj kantorek,żebyś miała jakieś zajęcie przez tą godzinę, tu wisi klucz, resztę już mam nadzieję,że wszystko wiesz i nie muszę tłumaczyć.
Tak jak myślałam, ale wolę już sprzątać kantorek, niż jęczeć z bólu na wf-ie. A na jutro już wezmę zwolnienie i będę miała czyste konto.

Wzięłam klucz, otworzyłam drzwi, zapaliłam światło, ale za bardzo raziło w oczy, zgasiłam z powrotem, nie jest aż tak ciemno. Z resztą i tak dużo lepiej czuję się jak jest ciemniej. Kiedy tylko weszłam od razu czuć było parafinę i smary do nart. Tak bardzo tego nienawidziłam. Ale zabieram się do pracy. Przeszłam w tę i z powrotem kilka razy, zastanawiając się od czego zacząć. Ostatecznie zdecydowałam się na ścieranie stołu, posegregowanie kijów, pozbieranie witek, reszta to już nie moja działka. Siadłam przy oknie, do końca lekcji jeszcze masa czasu, szybko uwinęłam się z tym co zaplanowałam zrobić i szczerze mówiąc kalkulowałam że zajmie mi to więcej czasu .Zrobiło mi się gorąco,uchyliłam okno i usiadłam na parapecie. Już jak byłam dzieckiem lubiłam siedzieć przy oknie i obserwować płatki śniegu, niby takie same, a jednak tak bardzo różniące się od siebie. Przypominały mi ludzi. Na pozór wszyscy jesteśmy tacy sami, ale kiedy by przyjrzeć się bliżej, każdy jest inny i jest naprawdę minimalna szansa na odnalezienie 2 identycznych płatków, jak również 2 identycznych ludzi. I mam tutaj na myśli nie tylko wygląd ale również charakter, przyzwyczajenie, tok myślenia. Ktoś uderzył w drzwi, ale nie otworzył. Zorientowałam się, że znowu uciekałam w świat marzeń, głębokiego zamyślenia. Czuję się tak, jak gdybym nagle znalazła się w innym wymiarze, wszystko stało się łatwiejsze, bardziej przyjazne, takie... takie moje. Nikt nie podważał moich decyzji, myśli, stwierdzeń, sentencji. Chciałabym kiedyś spotkać taką drugą mnie. Tak samo zamyśloną, nieobecną myślami tam gdzie powinna się znajdować w danym miejscu, sztucznie uśmiechniętą, tak wspaniałą aktorkę. Tak właściwie to o czym ja myślę ? O wszystkim i o niczym. O sprawach ważnych i zupełnie bezwartościowych, starannie obmyślam plany tylko te niemalże absurdalne, być może w ogóle nie możliwe do spełnienia, zamiast zastanowić się nad tymi wymagającymi większej uwagi, tymi realnymi. Ale nie, ja potrzebuję fantazji, swojego świata, tworzenia. Jest jedna rzecz o której chciałabym nie pamiętać w tym właśnie stworzonym przeze mnie świecie. Ale nigdy przenigdy mi się to nie udaje. Czy tylko ja nie potrafię zapomnieć chociaż by na chwilkę o miłości ? Tak właściwie, to zacznijmy jeszcze raz, od początku. Miłość to ... ? To co ? To uczucie, tak w sumie tak i to bardzo mocne uczucie. To również więź między ludźmi. To bliskość. To ciepło. To troska. I wymieniać mogę tak bez końca. To jeszcze raz, podsumowując. Miłość. Prawdziwej szczerej miłości dziś jest mało, o wiele za mało. Teraz najczęściej jest tylko chemia. Ale wracając do miłości.Jeśli zapytałabym kilka lub kilkanaście osób z kolei, każdy opisze ją inaczej, bardzo podobnie ale inaczej. Jedni opiszą ja w sposób pozytywny, a inni niestety negatywny, a wszystko zależy od stanu w jakim w ostatnim czasie się znajdują. Miłość mogę porównać do uzależnienia, dajmy np narkomanię, lub autoagresję. Narkoman próbuje narkotyku pierwszy raz, podoba mu się, chce więcej i więcej. Póki jest łatwo beztrosko korzysta z okazji, czerpie ile tylko może, ale wszystko ma swój koniec. A narkoman wciąż , z każdym dniem potrzebuje więcej i więcej. Kiedy zaczyna mu brakować narkotyku poniża się, morduje, kradnie, żeby tylko zdobyć to co w danej chwili jest mu potrzebne,NIGDY się nie poddaje. To samo uzależniony od autoagresji. Pierwszy raz sprawdza jak to jest i czy się spodoba, kolejny raz robi to już z większym przekonaniem , a potem robi bo tego potrzebuje, czuje się z tym bezpiecznie. I jeśli ktoś nagle zabierze mu to, dostaje szoku, wszystko go przeraża i za wszelką cenę próbuje zdobyć to czego mu trzeba. Również nigdy się nie poddaje i szuka do samego końca. Z miłością jest to samo. Pierwsza jest zawsze najpiękniejsza, najlepiej zapamiętana i zwykle najbardziej bolesna. Dziś miłość to chemia, miłość to zabawa. Nie. Nie dla mnie. Miłość to jedna dusza w dwóch ciałach, dzielenie bicia dwóch serc, uzależnienie... nie może być wyrażona w liczbie pojedynczej, wtedy to nie miłość. Miłość to liczba mnoga, to najpiękniejsze uczucie i na pewno każdy jej pragnie całym sercem. Mimo wielu zawodów, bólu, łez, nikt nie poddaje się nigdy i wciąż szuka tego, czego potrzebuje, prawdziwej miłości. Ale ja już chyba nie mam siły szukać. Nie ! Ja już znalazłam ! Co prawda nie do końca szczęśliwą, nie do końca trwałą, ale z mojej strony bardzo mocną. I mimo że wszystko się wali i wydaje się że to już naprawdę nic z tego nie wyjdzie, że temat jest zamknięty, że wszystko skończone, to jednak jest ta nadzieja, jeszcze nigdy mnie nie opuściła. Owszem zawiodła ale czym było by życie bez nadziei ? W takich momentach mam właśnie w głowie obraz, kiedy na rozstaju dróg spotykają się dwie postacie, pierwsza rosła, ale bardzo przygnębiona, zmęczona, zapłakana, smutna, rozżalona, a obok niej maleńkie dziecko, o rumianych policzkach, wielkich błyszczących oczach w których aż widać iskierki i tak wielki zapał. Pierwsza postać to życie, a to pełne radości dziecko to właśnie nadzieja. I słychać ich dialog :
-Żyj ! - krzyknęła nadzieja
-Bez ciebie nie potrafię... - odparło szeptem życie.
I w tym momencie wyobrażam sobie jak na twarzy "życia" promienieje uśmiech i wyciąga rękę do nadziei, a dziecko podaje mu swoją malutką rączkę i ściska bardzo mocno, pilnuje aby iść wciąż przed siebie i nie oglądać się, a w żadnym wypadku nie zatrzymywać ! I teraz się uśmiecham, czuję że nadzieja chwyta mnie mocno za rękę, wiem że jest przy mnie i od razu mi lepiej. Dzwonek. Śmiertelnie mnie wystraszył. Bardzo szybko minęło mi te pół godziny, mogłabym tak siedzieć i filozofować do końca świata i jeszcze dzień dłużej. Ale jestem grzeczna idealna i idę na następną lekcję. Już miałam wyjść z kantorka, ale w drzwiach stanął trener.
- Mam dla Ciebie propozycję, siadaj i słuchaj.



To tyle, w weekend będę się starała napisać kolejny rozdział A tym czasem miłego czytania
  • awatar misao245: to jest cudowne :D też chce tak pisać...
  • awatar wiosna radosna: Coraz dojrzalsze teksty i piękne przemyślenia- zwłaszcza o miłości i nadziei :) Pozdrawiam :)
  • awatar marionettes: zajebisty blog +wpadnij do mnie i miło by było gdybyś zostawiła coś po sobie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Patrzyłam na lekarza, patrzyłam wprost w jego oczy. Nie mogłam wydusić z siebie słowa, ale w głębi siebie krzyczałam.Bałam się, po raz pierwszy od dłuższego czasu czułam strach, ze coś co jest dla mnie bardzo ważne, coś co jest dla mnie rutyną, częścią życia, że to nagle się skończy. A nie wyobrażałam sobie dnia bez nowej rany, bez tej adrenaliny, to był tak jak skok ze spadochronem. Ryzykujesz - żyjesz. Taka moja zasada. Moje myślenie przerwał głos mamy, który usłyszałam w słuchawce. Wciąż patrzyłam na lekarza takim wzrokiem, jakby od jego słów zależało moje życie.
- Tak ?
- Witam, dzwonie z przychodni w sprawie córki.
- O co chodzi ?
W tej chwili zamarłam, wiedziałam że to już koniec, już obmyślałam jak zdobędę alkohol, tabletki... Miałam ochotę powtórzyć to, co kiedyś. Odwróciłam wzrok, spuściłam głowę, jak skazaniec na rozprawie czekałam na wyrok. Lekarz milczał, czułam na mnie jego spojrzenie, tak przenikliwe... Błagałam go żeby nie dzwonił. Ale nie tym razem, już mi się nie upiekło.
- Więc... Chciałem zapytać tylko czy wyraża pani zgodę na wypisanie zwolnienia.
- Tak, tak oczywiście.
- Zatem dziękuję, do widzenia.
Nie umiałam ocenić danej sytuacji. Byłam tak szczęśliwa, a z drugiej strony, bardzo zdziwiona. Czemu on jej nic nie powiedział ? Dlaczego jednak mnie nie wydał, tak jakby usłyszał moje nieme krzyki.. Czułam ulgę. Setki pytań w głowie, chciało by się je wszystkie naraz wypowiedzieć i w jednej chwili otrzymać odpowiedź. Nie wiedziałam od czego, zacząć, co powiedzieć. Milczałam, ale nie na długo. W końcu postanowiłam zapytać.
- Dlaczego mnie pan nie wydał ?
On milczał. Pomyślałam że może nie dosłyszał, w końcu był już starszym człowiekiem. Powtórzyłam więc swoje pytanie. Znowu cisza. Zaczynało mnie to drażnić. Tym razem już podniesionym i pełnym agresji głosem wykrzyczałam pytanie po raz kolejny.
Lekarz drgnął. Chyba wyrwałam go z głębokiego zamyślenia.
- Przepraszam. Byłem przez chwilę myślami w innym świecie. A powracając do Twojego pytania...Widziałem że się boisz, poza tym gdybym powiedział, na pewno było by z Toba jeszcze gorzej, czyż nie ? Wiem to, czułem, już miałaś myśli jak uciec od wszystkiego. A teraz powiedz mi. Twoje uzależnienie kończy się tylko na żyletce, czy jest coś jeszcze ? Każde uzależnienie trwa, ale potem jeszcze czegoś brakuje, szuka się ujścia w kolejnych uzależnieniach.
Zastanowiłam się chwilę nad słowami lekarza. Nic mi nie jest przecież, nie biorę, nie piję, więc o co mu chodzi ? W zupełności wystarcza mi to, co mam. Nie rozumiem jego niepotrzebnych podejrzeń. Nie musi aż tak komplikować. To przecież tylko autoagresja, nie robię krzywdy innym, o co mu chodzi.
- Nic nie biorę, nie piję, nie palę i nie zamierzam, nie rozumiem pana, nie potrzebnie się pan martwi.
Wstałam z miejsca, porwałam ze stolika zwolnienie i już miałam nacisnąć klamkę, ale zatrzymał mnie jego głos.
- Zaczekaj, jeszcze nie skończyłem, muszę Ci pomóc, przypominasz mi moją Lenę, nie pozwolę Ci popełnić tego samego błędu co ona.
- Ale ja nie chcę pańskiej pomocy !
Tym razem nie zatrzymałam się już, jak oparzona wyskoczyłam z gabinetu, trzaskając za sobą drzwiami.
Miałam tak rozpalone policzki, że kiedy wyszłam, nie czułam nawet szczypania mrozu. Zastanawiałam się nad tym wszystkim, nad tą całą sytuacją. Nie, nie chcę żeby mi ktoś pomagał. Samo przyszło, samo pójdzie !
Wróciłam do domu, zjadłam coś, niewiele, ale musiałam, żeby się nie czepiali. I tradycyjnie, położyłam się spać, uciekłam w świat marzeń...

Mijały kolejne dni, każdy taki sam, każdy monotonny, wstać, jeść, spać, wstać, jeść, ciąć, spać. Błędne koło obracało się z każdym dniem szybciej i szybciej. Traciłam już poczucie czasu, nie interesowało mnie jaki jest dzień i która godzina.

6.30. obudził mnie sms. Kto i czego chce o tej godzinie ?
"Bierzesz dziś chemię ? Bo babki miało nie być, ale wiesz, nigdy nic nie wiadomo."
Cholera ! To dziś szkoła !? Niemożliwe. Nie wyrobię się, nie zdąże z wszystkim. Trudno, pojdę na drugą lekcję. Nie pierwszy i nie ostatni raz się spóźniam przez TO. Spakowałam na szybko torbę i zajęłam się zawijaniem bandaży. Zwolnienie. Cały czas myślałam żeby zabrać go ze stołu. Jak zwykle wyszłam bez śniadania. Biegiem na autobus
, muszę zdażyć. Znowu powtarza się historia, rano wstawać, bieg na przystanek, przesypianie pierwszych lekcji, trochę stresu, potem do domu, coś zjeść, poczytać lekcje, spać. I najlepiej tak spać do rana. Ale noc nie jest od spania. Nie dla mnie. Noc jest od myślenia, nad wyborem,tym dokonanym i tym niedokonanym, nad podjętymi decyzjami, podjętymi - ale czy dobrze ? Noc jest od wspominania, uciekania od tych cholernych wspomnień, od układania dialogów, planowania chwil, niepotrzebnego myślenia i rozmyślania, zastanawiania się "a co by było gdyby...", analizowania po kolei i ze szczegółami swojego życia i w końcu dochodzenia do wniosku, że to wszystko jest bez sensu. Że te wszystkie plany i tak zostaną tylko planami, te wszystkie dialogi i tak zostaną nie wypowiedziane. Ale taka już jestem, że łudzę sie na szczęście, wiem że ono gdzieś jest, wiem że jest na pewno wielkie, grube i pewnie teraz ma niewielkie problemy techniczne z dotarciem do mnie. A może podrózuje pociągiem,a akurat gdzieś zepsuły się tory ? A może jest już nie daleko mnie ? Co sobotę wyczekuję go na stacji, jednak jeszcze nie dociera. Ale będę czekać. Jest w życiu jeszcze coś takiego jak nadzieja. I chcąc czy nie chcąc ona zawsze jest. Nie odchodzi tak po prostu... Trzyma nas kurczowo za rękę i gdy upadamy krzyczy : "Wstawaj, łap los za gardło i żyj ! "

Wpadłam zdyszana do autobusu w ostatniej chwili. Zdążę. Pierwsza historia, odeśpię kawałek nocy i zacznę swój codzienny "spektakl" . Sztuczny uśmiech, hamowane łzy, dobra rada, dobra mina do złej gry. Jak zawsze muszę grać, chociaż nawet rewelacyjnie dobry aktor czasem miewa wpadki.

Przespałam cała historię, nauczyciel nawet nie zwrócił na mnie uwagi. I lepiej. WF. Nauczyciel w złym humorze. Niezbyt dobrze, rzadko się zwalniam, może mi się uda. Wzięłam koszulkę, ale z krótkim rękawem, nie mogę ćwiczyć dzisiaj, wyłabym z bólu, i już były by podejrzenia i prowadzenie śledztwa. Dobrze że mam zwolnienie, chociaż to mnie uratuje.
Zaraz skonczy się przerwa, muszę iść mu to zanieść i jakos się wytłumaczyć. Szukam zwolnienia i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć gdzie ja je włożyłam. Zaraz. Przecież ja go nie włożyłam. ! Najważniejsza rzecz została w domu, jeśli nie mam zwolnienia to będę musiała się przebrać i ćwiczyć, znowu los chce żeby kolejne osoby się dowiedziały ! Trudno ! Idę bez zwolnienia ... Może przeżyję ?
Podeszłam do pokoju nauczycielskiego, już z daleka slychać krzyki... Podniosłam rękę i zapukałam. Wstrzymałam oddech, a jedyne co nasuneło mi się na myśl : "Już po mnie..."


Misiaki, tyle na dziś, chyba będę musiała trochę przyspieszać i opisywać ogólniej , bez szczegółów. Jak myślicie ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Wciąż patrzył przerażony, to na mnie, to na ręce. Zawało mi się że w jego oczach pojawiły się łzy. Zsunął z nosa okulary i nabrał głęboki oddech, odwracając przy tym głowę. Nie bardzo wiedziałam jak się zachować w tej chwili. Nie umiem opisać co się ze mną działo. Z jednej strony bardzo się bałam, ze dojdzie do rodziców, zaś z drugiej byłam spokojna, wiedziałam że niewiele się przejmą, potem czułam ulgę że wreszcie ktoś odkrył to, co robię, że chociaż przed jedną osobą nie będę musiała się kryć. Siedziałam jak marionetka, na jednym oddechu...Lekarz zapytał po chwili przerywanym głosem :
- Od jakiego czasu ?
Wiedziałam o co chodzi, bez zbędnych pytań i domyśleń
- Rok.
- Codziennie ?
- Prawie.
- Rodzice nie wiedzą ?
- Nie. A choćby nawet, to nie obchodzi ich moje życie.
- Dlaczego to robisz ?
W tym miejscu nie umiałam odpowiedzieć. Nie mogłam poskładać zdania, wszystkie myśli biły się ze sobą. Lekarz odwrócił się z powrotem w moją stronę. Płakał. Nie wiedziałam czemu, dlaczego, przecież i tak mnie nie znał, widział mnie pierwszy raz w życiu. Nic nas nigdy w życiu nie łączyło, więc dlaczego tak się mną przejął ? Odpowiedziałam w końcu :
- Nie wiem. Tnę bo muszę, muszę bo mam wyrzut że tnę, potem mi mało i znowu tnę, a potem mam znowu wyrzut i znowu tnę. I tak w kółko.
- Nie kończyło się na żyletkach, prawda ? Brałaś już coś ? Piłaś ? Paliłaś ? Narkotyki ?
A skąd on to może wiedzieć ? Miałam wrażenie że wyczytuje wszystko z moich przestraszonych oczu. Zastanawiałam sie co powiedzieć. Przecież on mnie wyśle do psychiatryka ! A tego już nie zniosę, sama sobie dam rady, nie potrzebuję niczyjej pomocy ! Ogarnęła mnie złość. Już miałam wyjść, ale coś mnie zatrzymało.
- Wiem, widzę że jesteś już doświadczona, wiesz jak ciąć, gdzie ciąć, wspaniale już kłamiesz nawet najbliższym, wiem że cię to boli,ale musisz, wiem.
A skąd on to niby może wiedzieć? Chyba mnie nie śledził. A jednak wie, czyta ze mnie jak z otwartej księgi, powoli zaczynam się bać, coraz bardziej. Teraz spostrzegłam że on trzyma nadal moją rękę. Gwałtownym ruchem wyrwałam ją i zawyłam z bólu. To nie był najlepszy pomysł. Poczułam że rany znów zaczęły krwawić.
- Spokojnie, nie denerwuj się. Ona też taka była...
Ona ? Jaka ona ? O czym ja nie wiem ? Nic z tego nie rozumiem. Dlaczego on coraz bardziej płacze, co się dzieje ?!
- Przepraszam, ale nie rozumiem. Jaka ona ?
Lekarz westchnął cicho. Przetarł zmęczone oczy chusteczką i zaczął opowieść :
- Miałem córkę, piękną. Od razu jak tu weszłaś wydawało mi się że to ona ! Nie mogłem w to uwierzyć, nawet imię takie samo... Wysoka blondynka, piękne niebieskie oczy, szkoda że zawsze smutne, pełne żalu...Nigdy nie wiedziałem dlaczego, jak była jeszcze dzieckiem nie przestawała się śmiać. Kiedy miała 14 lat, było coraz gorzej, zamykała się w swoim pokoju, nie chciała nic jeść. Niestety nie wiedziałem co jej jest. W końcu zmusiłem ją do badania krwi. Bardzo się opierała, wzbudziła tym jednak moje podejrzenia. Po badaniach okazało się że we krwi jest ciągle podniesiony poziom endorfiny. Ale skąd i dlaczego ? Nie mogłem tego pojąć. Po tygodniu zrobiłem test jeszcze raz, endorfiny było jeszcze więcej, i coś jeszcze mnie niepokoiło. Nie chciałem w to wierzyć ani nawet myśleć o tym, ale zmusiłem się do zrobienia jej badań na obecność narkotyków. Po tym badaniu byłem już całkowicie załamany, test wykrył morfinę. Natychmiast poszedłem do córki. Układałem sobie w głowie jak bardzo będę na nią krzyczał, co ona sobie myśli, jesteśmy dla niej tacy dobrzy, wychowujemy ją a ona tak się odwdzięcza. Wpadłem do jej pokoju i zamarłem w bezruchu. Moja kochana córeczka, moje oczko w głowie, leżała w kałuży krwi. Jej skóra była tak blada, z nadgarstka wypływała ciemna krew, na policzku zasychały łzy. Czułem się jak kat stojący nad ofiarą. Byłem lekarzem, powinienem od razu bez namysłów udzielić jej pomocy, ratować ! A ja stałem jak wryty, nie wierzyłem oczom. Obok niej kartka. Roztrzęsiony podniosłem ja ale sens słów nie docierał do mnie. Nie było ich wiele. Czytałem je kilka razy dokładnie analizując literkę po literce. Dotarło do mnie ostatecznie tylko słowo "przepraszam". Padłem na kolana, przytulałem moją dziewczynkę, była zimna jak lód, krzyczałem. Zostałem sam. Pewnie pomyślisz o żonie. Zona wybrała alkohol. Nie wiem gdzie teraz jest, co teraz robi. Wciąż nie mogę zapomnieć tego widoku. I wątpię czy kiedykolwiek zapomnę. Miała wtedy dokładnie 15 lat, tyle co ty teraz. Zostawiła mnie samego, z takim bólem, z takimi wyrzutami sumienia. Ciągle zastanawiam się gdzie popełniłem błąd, szukam mojej winy w tym wszystkim, gdzie zawiniłem. Poczucie winy prześladuje mnie nawet w snach. Ona może sobie ulżyła, nie umiem tego powiedzieć. Nie wiem gdzie teraz jest, tak bardzo za nią tęsknię. ale wierzę że jeszcze kiedyś się spotkamy... - zaniemówił, znowu płakał. a ja wydusiłam z siebie tylko głupie "przykro mi..." Po chwili przetarł oczy i zwrócił się do mnie.
- Wracając do ciebie, uważaj na to co robisz. Wiesz przecież jak cienka jest granica. Dużo masz po sobie tych ran ? Daj, trzeba to opatrzyć, nie może wdać się zakażenie.

Z początku nie byłam przekonana do lekarza, ale później dostrzegłam że on wie, że rozumie choć w połowie. A tak brakowało mi tego zrozumienia wśród innych, ci którzy już coś zauważyli i odkryli prawdę a byli to nieliczni, potrafili tylko mi nawytykać, że jestem głupia, że są inne sposoby, że jestem słaba. Może i tak, ale nikt nie zapytał jak może mi pomóc, co zrobić dla mnie. Nikt nie zdobył się na te 2 słowa. Cóż , trudno musiałam sobie radzić sama.

Lekarz powoli zaczął rozwijać bandaże. Boli. Znowu boli. Mimo zaciśniętych oczu łzy uciekają. Ogień...
Jedna ręka już , jeszcze brzuch i prawa ręka. Pełno fioletu, czerwieni... Boże... Co ja z sobą zrobiłam. Jestem wrakiem człowieka, do niczego się już nie nadaję. Założyli mi nowy opatrunek. Piekło, rany znów się otworzyły. Ale już było lepiej niż ostatnio.
- Podaj mi numer do rodziców.
Nie wierzyłam w to co słyszę. Przeraziłam się, oni nie mogą wiedzieć, nie będę miała spokoju.
- Podaj bo sam pójdę i sprawdzę, nie mogę pozwolić ci zrobić tego samego błędu.
Ręce mi się trzęsły, wyciągnęłam telefon i dyktowałam drżącym głosem numer. Lekarz wybił go i połączenie zaczęło trwać...


Następna część już niedługo, miłego czytania
  • awatar Gość: Buu nie będzie następnego rozdziału? :'(
  • awatar Carolline Lust: Dobry moment na zakończenie;). Ogólnie - ciekawy styl, dawno się z takim nie spotkałam. Czyli w skrócie - jestem pełna podziwu! <3
  • awatar Pesymistycznie.: świetne to opowiadanie, przeczytałam wszystko za jednym razem i nie moge się doczekać co będzie dalej : ) *.* zapraszam do siebie, może coś Ci się spodoba : *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Odwróciłam się, przeniosłam spojrzenie na inny obiekt, ale czułam że on wciąż patrzy na mnie. Arek ciągle stał obok mnie. Zauważył co się stało, chwycił mnie za rękę, ale nie chciałam czuć jego dotyku, tym bardziej ze miałam świadomość że mnie oszukał, w tym samym czasie trzymał dłoń innej. Myśląc o tym poczułam jeszcze większą odrazę. Jeszcze bardziej bolała mnie myśl że nie zauważyłam wcześniej jaki jest... Ale wiem, że znajdzie sobie następną. I z nią będzie to samo. Zapomniałam gdzie jestem, myśli zasnuły moja świadomość. Nawet nie wiedziałam co się dzieje w danym momencie, robiłam wszystko tak mechanicznie, widać podświadomość jeszcze działała. Nagle zrobił mi się zimno i okazało się że wracamy do domu. A co się stało z innymi, gdzie nagle zniknęli ? Zaczynam się bać. Kim ja jestem ? A raczej CZYM ja jestem ? Zbyt dużo myślę i już głupieję. Zmieniam się w potwora. Wszystko pasuje...Już nie długo i nie będę mogła wyjść na ulicę, nie będę chciała widzieć innych i tak już przeraża mnie towarzystwo, za dużo ludzi. To nie dla mnie, dla mnie kubek kawy, wygodne łóżko ciepły koc... i żyletka. Tyle w 100 procentach mi wystarcza do szczęścia.

... Zorientowałam się że doszliśmy już do domu, on pocałował mnie w policzek na pożegnanie, a ja, jak rozkapryszone małe dziecko rękawem płaszcza przetarłam policzek i nie oglądając sie za siebie, bez jakiegokolwiek słowa weszłam do domu trzaskając za sobą drzwiami.Jak najszybciej na górę, do swojego pokoju, małego kryształowego zamku, do którego nikt nie ma prawa wejść, nikt nie ma prawa zakłócić mi spokoju, błogiej ciszy... W ciszy wszystko jest piękniejsze, wszystko zdaje się być łatwiejsze... Rożne myśli się nasuwają nie koniecznie zawsze te dobre. Było w sumie już koło drugiej, pasowało iść spać. Jak zwykle głodna położyłam się i przymknęłam mokre od łez oczy, Nawet nie wiem czemu płakałam... Minęła jakaś chwila.. Mimo że wiedziałam ze jeszcze nie śpię, sen już się rozpoczął, już byłam w innym świecie. Moim ! Uwielbiałam śnić o tym miejscu. Wszystko było takie ułożone, nie to co tutaj, jeden wielki burdel. Sen coraz bardziej mnie znużał. Czułam się jak gasnąca powoli świeczka... Już już prawie zasnęłam a tu nagle słyszę dźwięk telefonu. Nie chciałam się podnosić, chciałam spać ! Nie odczytałam. Rzuciłam nim gdzieś na środek pokoju.


.... Obudziłam się,a tak właściwie, obudził mnie tak nieopisany ból. Ręce, brzuch. Przypomniało mi się co wczoraj się stało. Dziś Boże Narodzenie, to postaram się być grzeczna chociaż tego dnia. Z ogromnym trudem podniosłam się z łóżka. Dopiero dzisiaj bolało... Piekło, czułam jakby ktoś gasił na mnie papierosy, przypalał zapałkami, wbijał igły. Nie mogłam tego znieść, ból wyciskał łzy. Wstałam, czułam jak drży poprzecinana skóra, rany były takie ciepłe, krew gotowała się w środku, znów chciała uciec. Ale dziś muszę zapanować nad nią, tym razem role muszą się odwrócić, muszę zapanować na swoim ciałem, a nie ciało nade mną. Boję się tego dnia, jest dla mnie straszny, każda jego sekunda, minuta godzina to dla mnie obóz przerwania, największa katorga. Nie lubię świąt. Jak boli... ! bandaże przywarły do ran ... Muszę się przygotować na większy ból. Czerwone bandaże to dla mnie żadna nowość. Ale tym razem jest ich więcej niż zwykle.. Wszystko sama, ciągle sama, wszystko muszę robić sama ! Ale to był mój wybór.. Sama iść do apteki, znosić zdziwione spojrzenia innych ludzi, słyszeć szepty "Po co jej tyle rzeczy?""Przecież jest taka młoda, co z nią ?" i puszczać te wścibskie szepty mimo uszu, nie zauważać zaskocznej miny ekspedjenta, spokojnie i najnaturalniej w świecie płacić za to wszystko, za te kilometry bandaży, plastry, kremy na blizny, betadyne... Stojąc w klejce tylko patrzę i szukam kogoś kto stoi z tymi samymi rzeczami, tak samo jak ja udaje że to zwykłe zakupy, tak samo znosi te wszystkie spojrzenia.. Ale takiej osoby tutaj nie ma, jestem sama. I tylko czekam aż ktoś się pojawi... Odrywałam powoli bandaż od zranionej skóry, zaciskając mocno wargi... Boli. Przestałam na chwilę żeby złapać oddech. I znowu. kilka centymetrów i przerwa. I tak w kółko. Nieopisany ból, ogień ... Niestety na własne życzenie. Jedna ręka za mną, ściągłam bandaż. Jeszcze druga i brzuch. Z brzuchem będzie najgorzej. Ale muszę. Powoli ściągałam bandaż. Odetchnęłam jak już było po wszystkim. Jak zzawsze odrazu poszłam i wrzuciłam na podpałkę do pieca. Przecież mi nie trzeba bandaży, jestem taką poukładanągrzeczną dziewczynką. Ha ! Taaa... Ale niech im będzie, lepiej dla mnie. Jeszcze tydzień i szkoła. Wf. O boze. tak mądra jestem, najpierw robię potem myślę. Muszę załatwić zwolnienie. Ale zwolnienie bo co ? Bo co mi jest ? Bo zachorowałam na miłość, bo zachorowałam na żyletkę ? Bez sensu. Muszę iść do lekarza, ale co powiem ? Nagle wszystko robi się coraz trudniejsze. Ale zajmijmy się teraźniejszością. Już pora na obiad, widocznie długo spałam. Powoli zaczyna się zciemniać. No wreszcie ! Dziwne że jeszcze nikt mnie nie zaptał co tak cicho siedzę, przecież dawniej kochałam święta. Dla mnie to nawet lepiej że nie pytają. Nic nie robienie to jest coś... staram się zapomniec o wszystkim. Chyba znowu pójdę spać. I tak było. Znowu zasnęłam. Rano znowu obudził mnie ból.. TRoszkę mniejszy niż wczoraj ale znów powtórka z rozrywki. Patrze na zegarek. 15. No to nieźle, zaraz znowu zrobi się ciemno. I jutro już do lekarza... Co ja mu powiem ? I nie wiem, może lepiej zrozumie kobieta ? Ale z drugiej strony faceci są cieżko kapujący. Nie wiem. Pójdę w ciemno. A co powiem ? Też nie wiem, powiem coś kolwiek. Może akurat będę mieć szczęście. A teraz idę jeść, mimo że mi się wcale nie chce, to muszę, zeby nie było kolejnych podejrzeń. I znów noc, sen...
... Kolejny ranek, znówu ból, tym razem zawijanie bandaży. Ale co ubiorę ? Z paniką otwieram szafę, szukam czegoś, co mogłoby się nadać, długie spodnie i co wiecej ? Uff.. znalazłam bluzę, grubą z zbyt dlugimi rękawami - idealną. Ubrałam się, ale zaraz co powiem mamie ? Przecież nigdy nie musiałam się zwalniać. Może powiem ze mnie boli gardło... To chyba będzie najlepsze rozwiązanie. Wypiję coś zimnego i rozboli... Zeszlam na doł, powiedziałam gdzie idę , bez żadnych dodatkowych pytań mama puściła mnie wolno...

....Weszłam do przychodni. Czekała masa ludzi, bylo tak gorąco, w samych drzwiach uderzyla we mnie fala gorąca. Ale wytrzymam. Usiadłam i czekam. Zdawało mi się ze minęły całe wieki. W końcu moja kolej. Otworzyłam drzwi, na krześle siedział starszy pan, lekarz. W okularach na nosie, z siwiuteńką brodą i czupryną, przywital mnie ciepłym spojrzeniem.
- "Co panience dolega?"
Pierwsze pytanie, a ja już nie wiem co powiedzieć. Zastanawiam się jak ułożyć slowa.. Lekarz trochę zdziwiony moim milecznie pyta, czy mnie coś boli... Z trudem wydukałam że boli mnie gardło. Popatrzył na mnie przenikliwym spojrzeniem... Ale nie powiedział nic. Po chwili. :
- czyli mam rozumieć że potrzebujesz zwolnienia ? Na tydzień wystarczy ?
- Proszę, czy może być 2 , albo nie, proszę o 3, bardzo proszę.
- no dobrze, ale napewno wszystko w porządku ?
Spuściłam głowę... niemalże szeptem odpowiedziałam twierdząco.
Jednak to nie przeknało lekarza. Wziął mnie za rękę. I w moich oczach natychmiast pojawiły się lzy, przygryzłam wargę do krwi, zacisnęłam pięści. Taki ból, pali, ratunku, piecze, krew... Starszy pan, popatrzył na mnie z przerażeniem, po chwili podciągnął mi rękaw. Bandaże... Popatrzył na ręcę, potem na mnie ...




Skarby tyle na dziś, myślę że przypadnie do gustu. ;* Kolejny rozdział powinien się pjawić do tygodnia !♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
Wszedł, stanął jak wryty. Nie wiedział co ma zrobić, a dla mnie była to najzwyczajniejsza sytuacja. Patrzył na mnie przerażonym wzrokiem.Nie wiem o czym myślał, nie mogłam wyczytać z jego twarzy niczego. Miałam wrażenie, że chciał uciec stąd i nigdy nie zobaczyć tej sytuacji...Ale przecież zamknęłam drzwi, nie chciałam niczyjego towarzystwa, nie odbierałam telefonów...To chyba mówi samo za siebie. To nie moja wina,że mnie taką zobaczył...Teraz sama się zastanawiam jak to jest zobaczyć dziewczynę leżącą w kałuży krwi, słabą, zapłakaną, z rozmazanym makijażem, w poplamionej krwią białej sukience, misternie spiętych włosach, z zakrwawionymi nadgarstkami, brzuchem całym w ranach...Jaki to widok ? Dla mnie najzwyczajniejszy w świecie.Codzienny ! A on? Taką scenę może widział tylko w horrorach. A może i nigdy, może słyszał i nie wierzył ? Teraz zobaczył na własne oczy, to, czego nie powinien... Nie odzywam się ani słowem, leże, tak słaba, zastanawiam się czy naprawdę on stoi w drzwiach, czy mi się tylko wydaje, być może nagły wzrost i nadmiar endorfiny we krwi spowodował że mam zwidy ? Moje głuche błądzenia przerwał jego ciepły, tak mi znajomy głos...
_ "I co ty zrobiłaś !?"
Chciałam mu coś odpowiedzieć, zebrałam w sobie wszystkie pozostałe resztki sił, nabrałam powietrza i zamiast słów popłynęły łzy. Odwróciłam twarz w przeciwną stronę, przecież anioły nie płaczą...Ahh.. Zapomniałam, ze ja nim już nie jestem...Mimo wszystko... Skała nie płacze, ona się nie kruszy.. ale wystarczy jedna drobniutka szczelina, kropla wody i troszkę mrozu... Wtedy skała rozpada się, już nie jest taka mocna. Tak było i ze mną... On powtórzył swoje pytanie... Usłyszałam, ze zrobił krok.Odważył się podejść bliżej. Otarł dłonią mój policzek, płynące po nim łzy.
- "Ej mała, c z Tobą ? Przecież jesteś silną dziewczynką, mówiłaś mi że już tego nie robisz ! Ja przepraszam, kolejny raz zachowałem się jak idiota,ale wiesz jaka ona jest ! Zwiodła mnie, głupi byłem...Przepraszam no ! Lena ! Proszę Cię, spójrz na mnie, nie ważne jak teraz wyglądasz, zawsze jesteś piękna! Tylko wybacz mi !"
Drwiłam w duchu z jego pustych kłamstw. Ja nie jestem zabawką ! Nie jestem kołem ratunkowym, nie pozwolę się tak traktować. Sama nie wiem jakim cudem, ale wykrzyknęłam na głos :
- A gdzie teraz jest twoja Ola ! Już sobie innego znalazła !? Teraz znowu mnie będziesz czarować ?! Nie !

Zatkało go, nie odzywal się przez dłuższą chwilę, otworzył moją szafę, wyciągnał czerwony płaszczyk zapinany na czarne guziki, biały, długi szalik i czarną sukienkę. Zastanawiałam się co on robi. Spojrzał na zegarek. Rzucił ubrania na łóżko złapał mnie delikatnie za ręce. Chciał mnie podnieść. Wyciągnęłam swoją dłoń, poczułam jego ciepły dotyk a po chwili nieopisany ból. Wszystkie rany na nadgarstku pękły, otworzyły się jeszcze bardziej, takiego bólu nie czułam dawno, upadlam.
-Cholera jasna ! -wykrzyknął zrezygnowany...
Wziął mnie na ręce, postawił w pionie, cały czas trzymał nie puszczał...
- "Obiecalem Ci, że pójdziemy razem na pasterkę, wkładaj sukienkę i płaszcz, zaraz zabandażujemy ręce"
Ubrałam się, z trudem, ale dałam radę. Za niedługo północ. Wyszliśmy z domu, kreciło mi się w glowie, ale wiedziałam że teraz muszę wytrzymać.
- Kochasz mnie jeszcze ? - zapytał
- Najpierw muszę odpowiedzieć sama sobie na pytanie czy kiedykolwiek kochałam... Arek, słuchaj, to nie ma sensu. Nie mogę być deską ratunkową na pocieszenie. Bądźmy przyjaciółmi, wtedy było lepiej.
On nie odpowiedział nic, szliśmy w milczeniu. Weszłam do kościoła, zobaczyłam Piotra. Przez głowę zaczęły mi przebiegać miliony myśli, był sam. Zobaczył mnie... Nasz wzrok zetknął się, w oczach obojgu zakręciły się łzy...


Miśki, dalsza część niebawem ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Patrzyłam na słoiczek, odbijały się w nim kolorowe światełka z choinki... Ale nie wzięłam, nie chciałam powtórki z rozrywki i znowu szpitala.. Nie tym razem. Popatrzyłam jeszcze raz na wyświetlacz.. Jak to możliwe ... I akurat w ten dzień ? Przez chwilę zamyśliłam się tak bardzo, że zapomniałam w jakim miejscu się znajduję , straciłam poczucie czasu, nie wiedziałam jaki dziś dzień, która godzina... Kiedy wróciłam do rzeczywistości, postanowiłam mu odpisać.. A komu ? Samej mi ciężko uwierzyć w to co mówię, ale odpisałam Piotrowi. rozmowa toczyła się spokojnie, najzwyczajniej w świecie... Jak ze zwykłym kolegą... Jednak ja nie potrafiłam przejść obok niego obojętnie, tak po prostu i nie myśleć że między nami kiedyś coś było...Siedziałam sama w pokoju, włączone było radio które mąciło głuchą ciszę... Czasem brakowało mi oddechu, przygryzałam wargi do krwi, próbowałam zahamować łzy... wszystkie wspomnienia wracały.. to co dziś, to już nie było to samo...tak bardzo chciałam mu powiedzieć prawdę, ale nie chciałam przerwać tej rozmowy... nie mogłam tego napisać, palce odmawiały mi posłuszeństwa...bałam się jego reakcji, nie chciałam znowu się męczyć, i tak już było tego za wiele... przyszła pora na barszcz z uszkami, pojawiła się pierwsza gwiazda... Rozbłysnęła jakoś nadzwyczajnie jasno..Nie byłam już nawet głodna, wciąż patrzylam na tą gwiazdę, chetnie bym z nia porozmawialą, wyzaliła sie, ale wszyscy inni pomyśleli by ze postradałam zmysly... Oczywiście telefon wyłaczyłam i rzuciłam w kąt szafy, chciałam być teraz całkiem sama... Zjadłam jak najszybciej tą kolacje czy jak to się tam nazywa i popędziłam na gorę, do ciemnego pokoju.. przez okno balkonowe wlewało się światło księżyca..W środku coś mnie rozrywało, 2 dni bez żyletki to było dla mnie wielkie osiągnięcie.dziwiłam się ze aż tyle wytrzymałam, choć wiele razy było blisko. Ale dzisiaj za wiele się nakumulowało, moja wytrzymałość sięgała kresu.Powoli wszystko zaczynało mnie drażnić, lekka poświata księżyca przecinała ciemność, nie wiem dlaczego ale miałam ochotę wyjść teraz i iść w stronę księżyca, jak najdalej stad, potem zasnąć i nie obudzić się już nigdy więcej... włączyłam telefon, kilka wiadomości.. od niego. Tym razem już nawet nie odczytałam , usunęłam całą rozmowę, on mi za dużo namieszał ! Coś we mnie pękło. Zamknęlam drzwi na klucz, w pokoju dalej było ciemno. Rozłożyłam telefon na części, w srodku schowana była zyletka, nowiutka, nieużywana... Blyszczała ślicznie, wolała żeby się z nią pobawić, chociaż chwileczkę, zeby pozwolić jej tańczyć ! Sumienie wołało, że przecież obiecałam chociaż w swięta dać spokoj... Krzyczało, plakalo wrecz żebym jednak się powstrzymala.. czoło oblał zimny pot, nigdy wcześniej się tak nie bałam... ręce drżały, po chwili drżało całe ciało, nie mogłam ocenić , co się ze mną dzieje. Jakiś głos wciąż krzyczał , ale ja nie słuchałam, zamknęłam oczy nie chciałam juz tego oglądać, nie mogłam na siebie patrzeć ! Raniłam siebie, robiłam ze swojego ciała pamiętnik, a najgorsze jest to, że nie mogłam przestać. Zapaliły się lampki na choince... Z ogniem w oczach, z gniewem podeszłam i gwaltownym ruchem wyrwałam wtyczkę z gniazdka, nie chciałam zeby co cokolwiek przerywało moją ciemność, moją ciszę , mój stan .. Wróciłam na swoje miejsce, zasłoniłam zasłonę i zaczęło się... z początku niewiele... Ale nie pomogło mi, czułam że to za mało, chciałam wiecej. Czułam jak zimne ostrze, przecina moją delikatną obolałą skórę... Już nie bolało.. Czułam się tak dobrze... Ale wciąż było mi mało .. Wbijałam błyszczące narzędzie coraz głebiej, z coraz wiekszą siłą. Ciemność, wszędzie ciemność... Nie miałam siły się już podniesć, mimo wszystko byłam "szczęśliwa" już nic mnie nie denerwowało, uśmiechalam się saa do siebie, krew spływała na podłogę.. I co z tego ? Potem posprzątam... Kręciło mi się w głowie.. Ciekawe czy tak samo czuja się narkomani.. Czy też tak dobrze się czują po dawce.. Po paru chwilach jednak znowu było mi mało. Przeniosłam się na brzuch, znowu pozwoliłam żyletce tanczyć ile tylko chciała ... nagle usłyszałam szarpnięcie za klamkę. jak to dobrze że drzwi byly zamknięte, nie chciałam żeby ktoś mi przeszkadzał/ Nie zwróciłam na to uwagi. jednak za chwile znowu ktoś szarpał klamką tym razem gwałtowniej... Usłyszałam ten znajomy głos... I przeraziłam się. On nie może zobaczyć mnie w takim stanie ! Zaczął krzyczeć żebym otworzyła, bo jeśli nie to wyważy drzwi.. A ja nie miałam siły nawet wstać, nie miałam siły wypowiedzieć ani jednego słowa... On szarpał dalej.. Po jakiejś minucie wszystko ucichło. Serce waliło mi jak szalone. Czekałam , nie wiedziałam co się za chwilę stanie. Jakieś ciche szmery.... drzwi ustąpiły, oślepiło mnie światło. Jedyne słowo jakie udało mu się wypowiedzieć :
-"O Boże..."



Proszę skarby, nie wiem czy się spodoba, następny rozdział pojawi się jakoś do 2 dni
  • awatar Gość: Nie mogę nic z siebie wydusić po przeczytaniu tego. Jest tak zajmujące... piękne
  • awatar berenika_1717: Przeczytałam całe, jestem pod wrażeniem, masz naprawdę talent, czekam na dalszy przebieg akcji ;)
  • awatar Gość: świetny.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Było już całkiem ciemno, ale wszędzie rozpoznałabym tą sylwetkę. Ta dziewczyna .. Jak ona mogła ! A on ? Przecież tak przez nia płakał, przeklinał ja , mówil że już nigdy wiecej , ze nie chce jej znać ! Mówił że zraniła go, że stracił tyle czasu przez nią ! A ja głupia go pocieszałam, jak idiotka wierzyłam w każde jego słowo, w nieszczere łzy, te wszystkie kłamstwa tak bolą ! Coś się we mnie zagotowało. Najpierw zaczęły mi drżeć dłonie, głos uwiązł mi w gardle, juz nie płakałam, byłam wściekła! Czułam w sobie tyle sily, zdawało mi się, że jeśli tylko zechcę, to przeniosę dom, jeśli dorwałabym kogoś to bym rozszarpała na części. Ale coś mnie jeszcze trzymało. On dalej coś mówił, ale mimo wszystko, mimo tego że bardzo chciałam usłyszeć co mówi, nie rozumiałam go. Zupełnie tak, jakby mówił w innym języku. Zastanawiałam się nad każdym wychwyconym słowem, ale każde było bez sensu, bez treści. Nie myślałam, stałam jak kretynka, jak chińczyk na polskim wykładzie... Dotarło do mnie jedn jedyne zdanie jakie wypowiedział:
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz ?
Oczywiście ze nie słuchałam, bo nie mogłam. Nie wiedziałam czy coś odpowiedzieć, zastanawiałam się, czy w ogóle wydobędę z siebie głos. W końcu z obojętnością odpowiedziałam bezczelnie:
-Nie. Powtórz wszystko jeszcze raz od początku i najlepiej mów dużymi literami.
Zauważyłam że stojąca obok niego osoba chwyciła go za rękę. Najwidoczniej gdzieś im się spieszyło. Ale grunt że ja miałam czas.
-"Arek. Co chciałeś mi powiedzieć ?"
Arek odwrócił się w moją stronę, stanął tak blisko, że czułam ciepło jego oddechu. Złapał mnie za rękę. W tej chwili cała zadrżałam, przecież zdrajca złapał moją dłoń... Nie wiem co się działo, nic nie rozumiałam. On nic nie mówił tylko ściskał mocno moją dłoń. Po chwili poczułam że coś kapło na moją niezakrytą szyję... On płakał. Płakał jak dziecko, przytulił mnie i urywanym głosem wyszeptał :
- Nie możemy być już razem, nie kocham Cię... Przepraszam.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Arek po wypowiedzianych słowach odszedł. Ja nie mogłam się ruszyć. Stałam jak wryta, patrzyłam w ciemność i... i nic. I stałam tak długo, wskazówka na tarczy przestała odliczać... Nie czułam zimna, mimo że była noc,mróz, a wokół śnieg. W końcu mój mózg zaczął pracować. Roztrząsałam myśli. Zadawałam sobie pytania oczywiście bez odpowiedzi. W końcu zaczęłam biec... Prosto, przed siebie, już mi było obojętne w którą stronę. Kondycję miałam wyrobioną, nie męczyłam się szybko, jednak tym razem nie moglam już dalej biec... Rzuciłam się na śnieg , cala rozpalona, możliwe że miałam gorączkę, ale to mało ważne. Po policzkach płynęły łzy, lecz nie zdążały nawet upaść, bo mróz byl tak duży, że zamrażał je ... Zaczęłam krzyczeć. Krzyczeć do Boga, do siebie, dlaczego mi to zrobił, dlaczego pozwolił złaczyć moją drogę razem z Arka... dlaczego pozwolił mi go poznać, skoro znał zakończenie tej bajki. Teraz kochałam Piotra i straciłam Arka. Wiem , bardzo to zagmatwane, jestem ciezka do zrozumienia, często juz nawet sama siebie nie umiem zrozumieć... Piotrka kocham całym sercem, całą sobą, i kocham nadal.. prawdziwie i szczerze.. Arek był przyjacielem, kochałam go jak własnego brata ! Był dla mnie znieczuleniem.. Ale nie spodziewałam się po nim, że zrobi takie świństwo, zostawi tak po prostu dla swojej byłej, ktora tyle razy go już zdradziła. Był moim przyjacielem.. wiedział wszystko a teraz "se poszedł". No trudno się mówi ! Sięgnęłam do kieszeni, nie wiem po co i dlaczego , tak po prostu ,odruchowo. Wyciągnęłam z kieszeni coś, zawinięte w mały kawałek materiału. Żyletka . Wyjęłam z materiału, wzięłam w dłoń , zamknęłam oczy, zacisnęłam usta... Wzięłam mały zamach... i z największą siłą rzuciłam gdzieś w ciemność... Polały się łzy. Ulżyło mi. Ale to tylko na chwilę,najgorsze zaczęło się dopiero gdy zrozumiałam co zrobiłam. Zaczełam żałować, nawet starałam się ją znaleźć. Na prózno, nie było jej nigdzie. Nie zostało nic więcej, tylko wrócić spokojnie do domu i przespać cały kolejny dzień. Ale niestety, spoglądając na datę całego kolejnego dnia nie prześpię, ponieważ będzie wigilia...

..... Dziś wigilia i co ? Wszyscy uchachani tylko nie ja. I oczywiscie wszyscy mają mnie gdzieś. Albo t ja ich ? Nie ważne . Jest dopiero 9 rano. Może coś mnie jeszcze dziś zaskoczy ?? Może akurat coś zmieni się na lepsze ? .. Tak sobie dumałam i moje głębokie zamyślenie przerwał sms... Wzięłam do ręki telefon i patrząc nie wierzyłam, myślałam że to tylko sen. Ale czyj to numer ? Skądś go znam... Po chwili przypomniałam sobie, przecież tak dobrze znam ten numer... Dłonie zaczęły drżeć, serce bić coraz mocniej , coraz głośniej, ale rozum włączył alarm .Na stoliku leżały tabletki nasenne ...


Męczyłam się 3 godziny z tym rozdziałem jest beznadziejny. Proszę o opinie, jeśli się nie spodoba pisać od razu, to usunę go i napiszę za jakiś czas mam nadzieję że coś lepszego . Miłego czytania !
  • awatar Ewrika: To jest boskie!!!!!!!!!!!!!
  • awatar Gość: Nie jest słaby ! Rewelacja jak zawsze ! ;3
  • awatar Gość: Piękne ! Jakiii talent ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Przez moją głowę przebiegały setki, tysiące myśli. Właściwie sama nie wiedziałam czym w tej chwili myślę. Modliłam się, żeby to co zobaczyłam bylo jakimś snem, jakąś moją kolejną zwidą, nie chciałam wierzyć własnym oczom opuchniętym i zaczerwienionym od łez...Starałam się przestać na chwile płakać. Przetarłam oczy , zmyłam resztki makijażu, związałam włosy i wyszłam przed dom. Nie mogłam sobie jednak znaleźć tam miejsca. Poszłam szukać dalej. Weszłam na murek , potem nad rzekę. Usiadłam tuż nad wodą. W tafli jak w lustrze widać było wyraźnie moje odbicie. Patrzyłam w nie i zastanawiałam się kim jest ta dziewczyna siedząca nad brzegiem rzeki, ze łzami w oczach, zabandażowanymi nadgarstkami...Wiedziałam na pewno ze ma na imię Lena... i ... i nic więcej. Nie potrafiłam nawet samej siebie określić. Na pozór byłam taka jak wszystkie dziewczyny w moim wieku, niczym szczególnym się nie różniłam. No może spojrzeniem... Smutnym , tęsknym, rozżalonym... Ostatnio bardzo starałam się maskować wszystkie swoje emocje i odczucia.Muszę przyznać że nawet przez kilka chwil byłam szczęśliwa. I tak bardzo cenię te kilka chwil... Bo zdarzają się tak rzadko. Szum wodospadu uspokajał mnie. Oddychałam coraz spokojniej, w końcu chyba mi brakło łez... Oczy mnie piekły, moje mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Po chwili bezwładnie osunęłam się na śnieg .Jeszcze chwilę myślałam a raczej starałam się uchwycić jakąś myśl i potem pustka. Nie wiem co się ze mną stało. Chyba zasnęłam , nie wiem , nie jestem pewna , ale dlaczego obudziłam się w swoim pokoju.? Dziwne.. Ale już się przyzwyczaiłam, ostatnio moje życie jest jednym wielkim znakiem zapytania. Maja u mnie była. No tak, przyniosła mi coś czym mogla by mnie zabić i zrobiła to , tyle że psychicznie. Wzięłam jeszcze raz zdjęcia . W lewym dolnym rogu wybita była data .. Data dyskoteki , na którą nie poszłam...A głównymi bohaterami na zdjeciu była Ola, była dziewczyna Arka w jego objęciach..A na krótkim misternie nagranym filmiku wyraźnie widać było gorący i długi pocałunek ... Mialam nadzieję, że z Arkiem mi się już ułoży, że nie popełni tego samego błędu co Piotr ! Pomyliłam się. Znowu zaczęłam płakać. Byłam wściekła na siebie, cały czas powtarzałam sama do siebie , ze jestem beznadziejna , naiwna ! Jak mogłam się drugi raz dać tak samo nabrać, no ale przecież nigdy bym sie po nim nie spodziewała... Moje użalania przerwał telefon. Wiadomość od Arka. Tradycyjnie jak co dzień : "Hej skarbie, jak się czujesz ?;*" Nie wiedziałam co mam robić w tej chwili. Czulam do niego wstręt, nienawidziłam go za to c mi zrobił, ja leżałam i męczyłam się sama ze sobą a on migdalił się ze swoją byłą ! Jakim prawem jeszcze napisał do mnie ?! Miałam ochotę mu wygarnąć, wszystko co myślę na jego temat, chciałam sie wyżyć na czymś . I zrobiłam to. A ofiarą byłam oczywiście ja. Rutyna !. Tym razem już bez opamiętania.. Rozcinałam poprzednie rany, tworzyłam nowe, krew uciekała coraz prędzej. Znowu robiło mi się słabo , czułam ze już dość, trzeba skończyć w tej chwili, ale ja jak zawsze byłam uparta i dalej usiłowałam ciac... Ale już nie miałam siły na kolejne cięcie, żyletka wypadła mi z ręki. Przed oczami przebiegała mi seria obrazów, dokladnie tak, jakby ktoś włączył prezentację ... Po chwili wszystkie "slajdy" zalała ciemność. Czułam ból, pieczenie , czulam że krew wypływa nadal, ale nic nie widziałam, nie słyszałam, nie mogłam pojąc co jest ze mną... Robiłam się senna. Ale wiedziałam że nie wolno mi spać, walczyłam z ciałem, ze stanem , próbowałam krzyknąć "Nie śpij !" Jednak otworzyłam usta i wydałam z siebie niemy krzyk.. Po kilkunasto minutowej katordze postanowiłam się poddać. Zasnęłam. W końcu otworzyłam oczy. Zdawało mi się, ze przespałam całą wieczność ! Spojrzałam na telefon. okazało się że odpłynęłam tylko na godzinę.. A była to najdłuższa godzina w moim marnym życiu. Arek dzwonił kilka razy. jak to się stało ze nie słyszalam dzwonka ? był na tyle głośny że zawsze mnie budził.. Nie wiedzialam, czy oddzwonić, bałam się że wyskoczę na niego z całą "koronką". Ale przecież ja nie jestem zabawką ! Nie pozwolę sobie na takie traktowanie ! Naglę na wyświetlaczu pojawił się jego numer i połaczenie.. Odebrałam i spokojnym głosem rozmawiałam z nim , tak , jak gdyby nic się nie stało. A on widocznie jeszcze nie wiedział o tym ,że widziałam te przeklęte zdjęcia. Pod koniec rozmowy jak zawsze rzucił "pamiętaj kochanie, nigdy cie nie zostawie, nie ma nawet takiej opcji żebyśmy się rozstali , kocham cie !" a mi znow zakręciły się łzy w oczach ale szybko spoważniałam i twardym głosem odpowiedziałam tylko "Nie kłam skurwielu. Widziała zdjęcia." I n tym rozmowa się skończyła. Na szczęście zaczynal się weekend . Chociaż 2 dni będę miała święty spokój. nie będę go musiala oglądać.
... Poniedziałek...
Jestem chora. Grypa mnie dopadła , wychodzi na to ze bedę miała spokj jakieś 2 tygodnie. Arek już nie pisał nie dzwonil. z jednej strony cieszyolo mnie to ale z drugiej.. martwiłam się , brakowało mi go. Może to i nie była miłosć, ale bardzo mocne przywiązanie... I tak źle i tak nie dobrze. Mijały dni.. i kolejny weekend. sobota wieczor, dzwoni telefon. Arek. "Mozemy się spotkać teraz.Muszę z tobą pogadać, nie chciałem żeby tak wyszło." Byłam zaskoczona. Pewnie chciał przeprosić tylko , ale zgodziłam się, ubrałam się i po ciuchu wyszłam z domu. Doszłam w nasze ulubione miejsce.. z ciemności wyłoniła się postać arka.. Zaczął coś mówić, ale nie słuchałam go , z przerażeniem patrzyłam w miejce zaraz tuż obok niego. Z jego ust nie wypłynęło slowo "przepraszam" i chyba w ogóole nie miał go na myśli. Wciąż patrzyłam w to samo miejsce. Łzy coraz obficiej spływały mi po policzkach, on wciąż coś mowił , głowa mi pękała , niesamowity ból ! A podświadomość krzyczała coraz bardziej :"ON nie przyszedł sam !"...



Misie tyle dzisiaj , w połowie już mnie zacieło i nie bardzo wiedziałam jak skończyć ten rozdzial. Ale myślę że się spodoba, czekam na komentarze ;*
  • awatar Don't kill butterfly !: W pierwszym rozdziale, lub drugim było powiedziane że rodzice niewiele się przejmują, a dziewczyna ciągle sie kryje, ucieka do samotności . A dalszych rozdziałach będzie o rodzinie :)
  • awatar wiosna radosna: Opowiadanie wciągające, ale mam jedną uwagę: GDZIE SĄ RODZICE? SIOSTRA? INNI DOROŚLI? Brakuje tu ich reakcji, bo chyba nie udawali,że niczego nie widzą, skoro bohaterka tyle razy traciła przytomność. To nie krytyka z mojej strony, to konstruktywna uwaga po lekturze kilku rozdziałów :)
  • awatar Gość: Wiesz , prawie się popłakałam ;c Masz talent ! <3 Zastanawiam się tylko , dlaczego prawie zawsze muszą cierpieć kobiety przez mężczyzn ? Co my [kobiety] zawiniłyśmy ? Czy to my zazwyczaj zdradzamy ? Oczywiście też się zdarza . Ale dlaczego akurat my musimy niszczyć np. nasze ciało , życie ........ przez głupiego faceta, który nas zdradził ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Wzięłam do ręki telefon. I gdy spojrzałam na nadawcę ręka mi zadrżała, a ja cała zamarłam w bezruchu i nie mogłam nawet zaczerpnąć powietrza...Upuściłam telefon, nagle zakręciło mi się w głowie , wydawalo mi sie ze tracę grunt pod nogami, przed oczami była już tylko ciemność, piosenka, której słuchałam była jakoś dziwne stłumiona , w końcu nie słyszałam już nic...
... Poczułam jak ktoś z calej siły wali mnie po twarzy, było mi zimno, tym razem już nie słyszałam ulubionej piosenki, tylko krzyki.. nie wiedziałam co sie stało , niewiele pamiętałam.. Zastanawiałam się, czemu leżę na podłodze i wszystko mnie boli. Zaczęłam analizować strzępki myśli rozbieganych po mojej głowie. "telefon""wiadomość""piosenka""makijaż""szkoła""autobus""dyskoteka""Ar.." No właśnie ! Arek ! Która godzina!?! Muszę biec, jestem już spóźniona ! Poderwałam sie nagle jak oparzona ale po dwóch krokach znów upadlam. Mama uspokoiła mnie, mówiła że Arek dzwonił i wie o wszystkim. Odetchnęłam z ulgą.. Ale czegoś mi jeszcze brakowało , nie mogłam przypomnieć sobie dlaczego straciłam przytomność. Wypiłam szklankę wody, powoli wstałam i wolno i spokojnie poszłam po telefon, żeby przeprosić Arka.
Otworzyłam skrzynkę odbiorczą i przypomniało mi się co było powodem utraty świadomości. W treści:
"Kochanie, wiem że masz mnie już teraz gdzieś, ale brakuje mi naszych spacerów, twojego uśmiechu , zapachu błyszczyka, twojej miłości... Nie zapomnij o mnie proszę." Nadawca - Piotr. Znów zaczęło mi się kręcić w głowie, nie wiedziałam co mam zrobić, co odpisać. I nagle wszystko wróciło i uderzyło we mnie z podwójna siłą. Po niedługiej chwili cały makijaż spłynął... Uświadomiłam sobie że nie kocham Arka..To było tylko zauroczenie, zaślepił mnie na chwilkę... A teraz co? Dalej kocham tego kretyna ! A co powiem Arkowi !? Przecież on się załamie... Nie, nie mogę myśleć o Piotrku, to już rozdział zamknięty. Koniec. Napisałam do Arka i jak zwykle późnym wieczorem poszliśmy na spacer. Tym razem jednak nie było już tak samo. wiedziałam że muszę mu powiedzieć prawdę. Ale nie wiedziałam jak. Postanowiłam z tym poczekać jeszcze trochę.

... Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Minęły 2 tygodnie odkąd zrozumiałam że okłamuję i siebie i Arka. Ale przecież nie mogłam mu tego tak po prostu powiedzieć ! Ostatnio już nawet nie mam ochoty z nim pisać, rozmawiać... Zamykam się w swoim świecie , z dnia na dzień zakładam kolejną kłódkę, aby nikt nie mógł się włamać i zakłócić mój stan... Coraz mniej mówię, wszystko przestaje mnie obchodzić... Arek chyba zauważył że coś jest nie tak...Powiedział że musimy pogadać. Nie chciałam tej rozmowy. Ale zgodziłam się, już mi nie zależało. wciaż tylko ciążyła mi na sercu bolesna prawda... powiedzieć - nie powiedzieć ... ? Do spotkania zostały 3 godziny. Modliłam się żeby coś się stało i zebym nie musiala iść. I moje modlitwy chyba zostaly wysłuchane. Rozpętała się ogromna śnierzyca. Nie było przejazdu na drogach nic nie było widać, telefony komórkowe traciły zasięg. Byłam w pelni szczęścia. Zamknęłam się w pokoju i zasnęłam.
... Obudziłam się następnego dnia. Wziełam telefon żeby sprawdzić godzinę.. 6 nieodebranych połączeń. Arek, Justyna, Arek i..kolejne 3 od Piotra... W głowie miałam mętlik. Automatycznie złapałam żyletkę , którą zawsze miałam pod ręką. Ręce jeszcze się nie zagoily, brzuch też... NOgi. Znalazłam trochę wolneego miejsca i zaczełam spełniać rytuał. W lewo , w prawo... Zyletka tańczyła jak tylko chciała. A mi bylo ciągle za mało , ciągle za słabo , ciągle więcej ! Usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko schowałam "małego zabójcę" , przełknęłam łzy , ogarnełam się błyskawicznie i jeszcze ze ścisniętym gardłem powiedizałam ostatkiem sił "proszę".W drzwiach stanęła Maja. Oniemiałam. Jej widok był dla mnie szokiem. Czego ona tu chce ? Milczałam. Zamknęła drzwi, staneła przede mną i zaczęła mówić, choć ja wcale nie chciałam słuchać.
-"wiem.. nienwidzisz mnie , zepsułam ci wiązek , ale wybacz mi, nie możemy się całe zycie nie odzywac, ale to teraz nie ważne. mam coś dla ciebie. Nie chcę zebyś znowu cierpiała, muszę ci coś pokazac ale proszę, posłuchaj mnie uważnie ! "
w ręce trzymała jakąś kartkę, chyba zdjęcie.
-"bo widzisz... ja nie chce ci rozwalić następnego zwiazku.. ale sądzę że powinnaś to zobaczyć.. mam jeszcze film..sama widząc to nie wierzyłam własnym oczom." Wzięłam do ręki zdjecia, obejrzałam film. zamurowało mnie. kazałam Mai wyjść. Sama rzuciłam się na łóżko i płakałam ... Płakałam jak małe dziecko, bo nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie zobaczyłam....


Noo skarby, na dzis tyle, mam nadzieję że się spodoba ;*

  • awatar Gość: Ty masz chyba jakiś dar, nie każdy by tak potrafił opisać odczucia bohaterki, opisujesz je tak, jakbyś sama przeżyła takie piekło. Piękne to opowiadanie
  • awatar Gość: Skarbie, pięknie piszesz <3
  • awatar тę¢zσωα♥: Rewelacja : ) zajebisty blog : ) powodzenia życzę w dalszym prowadzeniu : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
- "Czemu taka smutna dziś chodziłaś po szkole ?"
Ta wiadomość mnie zaskoczyła. Dalej nie wiedziałam kim jest, pisałam z nim i jakoś nie mogłam się zdobyć na to żeby zapytać. Wciągnęla mnie ta rozmowa , nawet na chwilkę przestałam myśleć o Piotrze. Po jakimś czasie w końcu dowiedziałam się z kim mam przyjemność. Teraz mi się przypomniało , ze na początku roku przedstawiała mi go przyjaciółka, Justyna. Był z 3 klasy , wysoki , opalony, ciemne włosy , ciemne oczy, wysportowany... Ideał. Ale jego starania były na nic, nie kręcił mnie. Nie czułam tego samego co do Piotra. Nie było tej chemii...Nie chciałam go ranić i zostaliśmy przyjaciółmi... a to był błąd, którego do dziś żałuję...
... Mijały kolejne dni. Nic mi się nie chciało robić, nie miałam ochoty budzić się rano...Ale mus to mus. Już i tak za dużo nabroiłam. Co wieczór miałam ochotę wyjść na spacer tak jak dawniej, wtulić się w ramiona Piotra... Teraz wychodziłam sama, marzłam, wracałam późno w nocy i oczywiście zbierałam kazania że się włóczę bóg wie gdzie. I tak nie słuchałam co do mnie mówili rodzice, siostra. Nie widziałam sensu w słowach.. Kilka ułożonych liter, poskładanych w sylaby i jedną całość. Ludzie zniszczyli słowa, ich sens zatracił sie w ludzkiej nienawiści i głupocie... Ciężko będzie odbudować sens słów, sama świata nie zmienię, a szkoda. Co dzień podtrzymywali mnie przy życiu jeszcze przyjaciele.Sabina , Klaudia no i co było dziwne Arek, tak , ten wysoki brunet z 3kl. Z każdym dniem coraz więcej ze sobą pisaliśmy , w szkole często rozmawialiśmy...Byłam teraz tak słaba , mogę nawet powiedzieć ze łatwa... I stało się. Przyjaźń przerodziła się w miłość, znów były codzienne spacery w świetle księżyca , czas przystawał na chwilę w miejscu... Znów czułam że jestem dla kogoś ważna, znów co dzien rano witał mnie słodki sms od Arka. Wydawało mi się ze znowu jestem szczęśliwa ! Mogłam sie tulić w jego ramiona ile tyko zechcę, był taki opiekuńczy, troszczył się o mnie na każdym kroku. Na przerwach siedzieliśmy sami ,, we dwoje. Inni tylko spoglądali z zazdrością, ale nas to nie wiele obchodziło. A Piotr wciąż uparcie się w nas wpatrywał, jakby chciał mi coś powiedzieć , ale bał sie Arka. Myślałam ze będzie gorzej, ze nigdy nie zapomnę Piotra, ale pojawił się Arek i się cieszę.
Minął miesiąc odkąd jestem z Arkiem. Dalej jesteśmy szczęśliwi i zakochani. A Piotr z tego co wiem dalej sam...
Dziś upłynęły 2 miesiące naszego związku. A 3 od czasu gdy rozstałam sie z Piotrkiem. Szykowała się dyskoteka. Oczywiście razem z Arkiem mieliśmy zamiar na nią iść. Tuż przed samą dyskoteką ,kiedy byłam już ubrana, uczesana i kończyłam makijaż dostałam sms...




No miśki , na razie tyle , przepraszammm ale wgl weny nie mam Obiecuję że postaram się w następnych rozdziałach A tymczasem proszę ,czekam na szczere opinie
  • awatar Gość: Koteeek, pięknie piszesz, daj autografa !
  • awatar Gość: krótki ale dużo informacji :D fajny !
  • awatar Szatynka :P: <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Właśnie dziś mija tydzień odkąd już nie jesteśmy razem...Cały ten tydzień wydawał mi się być dłuższy niż cały rok.Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam się tak słaba, beznadziejna...Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam taką monotonię...Wstać,iść,mówić,myśleć,pisac,isć,słuchac,iść,jeść,czytac,spać...I w kóło tak samo...Tak mi go brakuje! Ale przecież tak mnie skrzywdził..Tak bardzo chciałabym do niego napisac, powiedzieć prawdę ,wcale go nie nienawidzę, kocham go jeszcze bardziej niż wczoraj, kocham mimo wszystko..Na Mai nie zależało mi już wcale, bo to przez nią straciłam Piotra...Nie rozumiem tego , jak ona tak mogła...Ja nie wtrącałam się pomiędzy nią , a Tomka. Nie ważne już, to już minęło. Ciągle analizuję ten tydzień po kolei...
... Piątek.:
Poszłam rano do szkoły, choć bardzo cieżko było mi wstać, fizycznie i psychicznie. Ale chęć zobaczenia go była silniejsza. Jak to dobrze że było już zimno... Mogłam zakryć się ubraniami bardzo szczelnie...Mimo to zabandażowałam nadgarstki i brzuch. Ostrożności nigdy za wiele. Wszystko piekło, paliło wręcz jakby ogniem. Ze łzami w oczach szłam na przystanek i cały dzień próbowałam je powstrzymać, jednak kilka i tak zdążyło mi uciec...Każdy pytał co się stało, jeszcze nikt nigdy nie widział mnie w taki strasznym stanie. Nie miałam siły im odpowiadać. Milczałam i im dłużej i bardziej uparcie , tym częściej było mi zadawane pytanie "Co z tobą , co się stało , co ci jest ?" Nie chciałam nikomu nic mówić, bo po co ? Z czasem się dowiedzą , bo nic nie da się w pełni ukryć. Jakoś musiałam przeżyć te 7 lekcji i 7 przerw. Unikałam go , unikałam jego wzroku, udawałam że nie słyszę że mnie woła. Tak naprawdę chciałam podejść i jak zawsze rzucić sie w jego ramiona , czuć się tak bezpiecznie, usłyszeć "kocham" ...To już tylko marzenia.W połowie ostatniej lekcji wszedł do klasy trener. Na początku jego widok zdziwił mnie, ale potem przypomniałam sobie o dzisiejszym treningu. Zapomniałam ze dziś piątek. Bałam mu się odmówić...Przecież ledwo stałam na nogach. ale już mi nie zależało. Przebrałam się i wyszłam przed szkołę.
- Dziś trening w terenie.
No nie.. Jeszcze tego brakuje...Gorzej chyba już nie może być. Jednak jak się to za chwilę okaże może być o wiele wiele gorzej. Posłusznie wsiadłam do auta. Kiedy byliśmy już na miejscu zrobiliśmy rozgrzewkę, trener pojechał po resztę. Kiedy wrócił nie mogłam uwierzyć wlasnym oczom. Z samochodu wysiadł Piotrek. W tej chwili nasz wzrok po raz pierwszy dziś spotkał się.. Po policzku od razu przebiegła mi łza.
- Lena , pobiegniesz z Piotrkiem. Pokaże ci co i jak , bo to twój pierwszy trening w terenie.
Nie odezwałam się. Wystrzeliłam scieżką przez las nie czekając na nikogo. po niedługiej chwili opadłam z sił rany zaczęły krwawić, na ramieniu poczułam czyjąs rekę , usłyszałam rytmiczny oddech i te znajome perfumy... Piotr. Zatrzymałam się , zeszłam ze szlaku i siadłam na starym drzewie. On nie wiedział co robić , nie podszedł do mnie.Obróciłam się tyłem do niego, a zaraz usłyszałam kroki. Pobiegł dalej... Po pół godzinie wróciłam i trener odwiózł mnie do domu. Po powrocie przespałam kilka godzin. Przyszedł wieczór i znowu wzięłam w dłoń żyletkę. Nie mogłam znaleźć już wolnego miejsca na ciele. Uparcie szukałam choćby najmniejszego "czystego" kawałka. Na nic.Wobec tego postanowiłam poprawiać wczorajsze rany. Coś chyba chciało mnie powstrzymać , bo usłyszałam swój telefon. Wiadomość , numer nieznany w treści "hej piękna, co z tobą dziś ?" Nie mogłam pozbierać myśli. Kto to mógł być ? Kto jest na tyle odważny by mnie dziś jeszcze pytać ... Oczywiście pocięłam się , to już rutyna , to musi być. Kiedy czułam że już wystarczająco dużo endorfiny jest we krwi odetchnęłam z ulgą i postanowiłam odpisać i dowiedzieć się kim jest ten jakże odważny jak się okazało młodzieniec ...
  • awatar Gość: Ej no zajebiste to jest !
  • awatar Gość: Podoba mi się bardzo ! Tylko czekam na Twoją książkę !
  • awatar Szatynka :P: <3<3<3<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
Czy zetknęliście się kiedykolwiek ze słowem autoagresja ? Nie ? Może to nawet lepiej ! Autoagresja jest szerokim pojęciem, jednak chciałabym dzisiaj przybliżyć problem najczęściej kojarzony z tą chorobą. jest to samo okaleczanie. To niestety nie jest tak jak wam się wydaje. On / ona nie robi tego dla szpanu. Powodów jest wiele , nie możemy osądzić kogoś ze robi to tak po prostu bo tak sobie wymyślił... Może tak naprawdę nie znasz tej osoby , nie znasz jej myśli , sytuacji ...Może ma problemy , może coś się stało ? żyletka to także uzależnienie niczym nie różniące się od alkoholizmu czy narkomanii. Nie możesz przejść obok takich osób obojętnie , musisz pomóc !Może właśnie dzięki twoim kilku słowom otuchy uratujesz człowieka ? Aby zaznajomić was z ty coraz częstszym problemem wśród młodzieży ale też i dorosłych , przeczytajcie świadectwo młodej dziewczyny oparte na faktach autentycznych.

Kolejny raz to robię ! Kolejny raz sięgam po to cholerstwo ! Tylko dlaczego ?! Przysięgałam ze już nie będę , ale tak naprawdę kpiłam w duchu z moich nic nie znaczących słów... ! Wiedziałam ze nie dam rady długo wytrzymać ale czemu nie potrafiłam wytrwać chociaż tego jednego dnia ?! Wiem ... To przez tą miłość ! Wcale nie jest taka kolorowa jak się wydaje, jak wszyscy i wszystko ma 2 strony medalu , ale dlaczego akurat dla mnie w tej jednej chwili obróciła się na tą złą ? To tylko przypadek ? Nie... mi nie zdarzają się przypadki , los jest dla mnie okrutny . Czemu inni mają lepiej ? Ach.. No tak. Zapomniałam , ze ja jestem tą jedyną i wyjątkową dziewczyną ! ... która zawsze musi cierpieć ! ... Zaraz ... Coś jest tym razem nie tak ! Za dużo , za glębko , za mocno ...! Nie ! Ja nie chciałam ! Znowu proszę Boga , obiecuję że to już ostatni raz ! Krew dalej nie przestaje spływać... Pomocy ! Dlaczego dziś jest aż tak źle ? Obiecuję ze to już się nie powtórzy, Boże , pomóż mi ! Nie.. Czyli to już naprawdę był ostatni raz ? Ale dlaczego padło na mnie ! Przecież ja nic nie zrobiłam ! Nie zdradziłam , nie zraniłam , nie oszukałam , nie zostawiłam ! Czemu ja ?! Boże .. proszę Cię! Daj mi ostatnią szansę ! Poprawię się! .. Chociaż i tak wiem że to moje puste słowa, ze się nie poprawię ... Ale to już nie moja wina ! - Lena wypowiadając ten monolog , a raczej wykrzykując go , opadła z sił. leżała na wilgotnej trawie patrząc w niebo. Nie mogła pozbierać myśli ,każda uciekała w inną stronę , a gdy tylko zamknęła oczy , wracały obrazy z przeszłości, bolesne obrazy ,wspomnienia ...

Każdy znał Lenę , każdy ją kochał , chciał ją mieć wyłącznie dla siebie, lecz nikomu to się nie udawało. Kochali w niej , jej wielkie błękitne oczy , które zawsze się śmiały ! Umiała pocieszyć każdego , nawet gdy był w najgorszej sytuacji ! Jak to mówili , z każdym dniem rosły jej skrzydła , stawała się aniołem stróżem wielu osób, ktore ją podziwiały , szanowały , zawdzięczały wiele, była dla nich wzorem . Chłopcami się nie interesowała , ważniejsi byli dla niej przyjaciele... jednak, pewnego czerwcowego dnia , podczas imprezy, Lena zauwazyla stojącego nieopodal chlopaka , ktory od czasu do czasu na nią zerkał ukradkiem. Dziewczyna nie bardzo się tym przejmowała. Po niedługim czasie zauważyła ze ów chlopak idzie wlasnie w jej stronę, byl coraz bliżej. Kiedy zaznał się już na wyciągniecie dłoni , przystanął na chwilkę i ich spojrzenie zetknęły się, a policzki oblały różowe rumieńce, na twarzach pojawił się delikatny uśmiech. Slońce chyliło się w tym czasie ku zachodowi, w lekki wietrzyk rozwiewał włosy Leny. Wydawało sie jakby czas przystanął na chwilę w miejscu.. N ale przecież nic nie może wiecznie trwać, jakiś mężczyzna zawolał po imieniu chłopaka. Jak się okazalo wysoki blondyn o niebieskich oczach w których zatonęła Lena miał na imię Piotr . Dziewczyna nie wiedziala co się w tej chwili stało , byla tak oszolaomiona tym zdarzeniem , ze mało brakło i wpadłaby na stolik... Nigdy wcześniej nie czula czegoś takiego , takiego ciepła , które wypełniało ją od środka... Po tym zajściu już cały czas myślała tylko o Piotrze i nikim wiecej .. w głowie nie miala już miejsca na to , co wcześniej, rodzinę, przyjaciół...Co dzień zastanawiala się co stało się w tej magicznej chwili , kim jest Piotr ?

Wieczorem , gdy siedziała w swoim ulubionym miejscu na polanie w samym środku lasu i jak zwykle rozmyslała o swoim księciu,patrząc na zachodzące słońce, nagle dostala sms'a. Nie znała numeru nadawcy . Po czasie kazało sie ze to Piotr. Dziewczyna pomyślała ze to może tylko sen ,ale nawet jeśli to wcale nie chciała się obudzić. Kolejne wiadomości uświadomiły jej że to nie jest sen. Lena i Piotr zaprzyjaźnili się, ufali sobie , z każdym dnie coraz lepiej rozumieli się nawzajem. Jak to najczęściej w takich sytuacjach bywa , zostali parą.

Minął jeden miesiąc, potem drugi , trzeci ... aż... Lena zauważyła ze z Piotrem od jakiegoś czasu jest coś nie tak. Miała wrażenie , ze jej unika , czuła że to już nie jest to samo co dawniej. postanowiła dać mu jeszcze czas...Ale gdy nic się nie zmieniało a wręcz przeciwnie zmusiła się by z nim porozmawiać. Reakcja chłopaka kompletnie ją zaskoczyła , nie spodziewała sie po Piotrze że może być dla niej tak zimny i nieczuły. Dziewczyna nie wiedziała co ma robić.. udała się z tym problemem do przyjaciółki, Mai. Lena i Maja już od dawna się ze sobą przyjaźniły, wiedziały o sobie wszystko... ale czy na pewno wszystko ..? Lena opowiedziała calą historię o Piotrku , Mai. Ale niewiele to dało.. Przyjaciołka , Maja, również ostatnio sprawiała wrażenie zdenerwowanej , Lena widziała ze coś ją dręczy , ale nie chciala nic mówić... wolala poczekać aż Maja sama jej powie. Lena wróciła z niczym od przyjaciolki , załamała się , było jeszcze gorzej niż wcześniej. Piotr był miłością jej życia , jej sercem , aprzecież bez serca życie jest niemożliwe... Lena zawsze była uparta , dażyła do spełnienia swoich marzen i pokonywała każdą przeszkodę , i tym razem chciała walczyć o swoje. Ale po kilku dniach osłabła , nie miała już sily , na dalszą walkę , nie wiedziała co ma ze soba zrobić , poddała się. Z królowej Smiecholandii zmieniła się w Ksieżniczke zamkniętą w swoim krysztalowym zamku , odciętą od wszystkich na świecie... Poszła w swoje ulubione miejsce...Tam zawsze rozmyśłała o trudych decyzjach , lekka woń kwiatów , szmer strumienia, rzeźki wierzyk pomagał jej się skupic i podjąc dobą decyzję . Siedząc na trawie zauważyla cos błyszczącego obok niej. Podniosła przedmiot , poczuła przy tym lekkie uklucie i z jej palca zaczęła spływać szkarłatna krew, plamiąc śnieżnobiałe kwiaty rozsiane wokół niej...

Wracając do domu , Lena przypadkiem usłyszała rozmowę Mai i Dominiki. :
- Maja ! Jeśli ty jej tego nie powiesz to ja to zrobię ! Nie rozumiesz tego , ze ona go kocha i zrobiła by dla niego wszystko ?! A Ty się tak po prostu wmieszałaś w ich związek ! Nie ważniejsza jest dla ciebie przyjaciółka ! Masz jej wszystko powiedzieć ! Teraz !
Lena nie chciala tego słyszeć . Czyżby Maja chciała odebrać jej Piotra ?
- Lena ! Zaczekaj ! Wiec... jaki masz dziś humor?
Lena nie odezwała się ... Robiła wszystko by ukryć łzy...
- Widzę ze chyba nie za dobry .. To nawet lepiej . Lena , ja muszę ci coś powiedzieć... Ostatnio jak sama mówiłaś , coś nie tak jest z Piotrem ...Bo wiesz, on pisał ze mną .. i .. powiedział mi .. powiedział że .. że mnie kocha.
Lena wciąż milczała , nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa. W tej jednej chwili , jej wiecznie uśmiechnięte oczy zgasły... w mgnieniu oka zaszły łzami , które biegły po policzkach jedna za drugą ... Lena rzuciła się w ucieczkę .. Po drodze jednak natknęła się na przyjaciela, Kubę, który ją zatrzymał. Maja biegła za nią, przepraszała , krzyczała , ze to nie jej wina .. Lena jej nie słuchała , to już nie miało dla niej sensu. Jedyne o czym teraz marzyła to zimne ostrze , srebrne ukojenie , ciemna krew... Wyrwała się z objęć przyjaciela i pobiegła tam , gdzie zawsze tak kochała przesiadywać. Łzy nadal spływały po jej rumianych policzkach.. Rzuciła się na mokrą trawę, sięgnęła po telefon .. pod obudową kryła sie jej nowa nieodłączna przyjaciółka. Piękne błękitne oczy dziewczyny były pełne strachu , zalu...Nie zważając już na nic pociągnęła płynnym ruchem po nadgarstku... Raz , drugi , trzeci , i kolejny i jeszcze raz... Czuła jak zimne ostrze przecina jej delikatną skórę , po niedługiej chwili zaczęla wypływac ciemna krew...Ale to bylo mało... Zylteka tańczyła po ciele Leny jak chciala , wycinała litery , znaki. Lena wzięła do ręki telefon i ostatkiem sił napisała sms'a do Piotra. "Przepraszam , to koniec , dłużej tak nie mogę , jak mogłeś mi to zrobić ? Wybacz ..." Nie czekała już na odpowiedź , nie chciała nikogo sluchac , chciala być teraz sama , z kieszeni wyjęła maleńki słoiczek .. wysypala na dłon garsć kolorowych tabletek o przyciągających koloracch i kształtach ... Bez zastanowienia wzięła wszystkie naraz... Po chwili chciała wstać , wrócić do domu , ale upadla , byla zbyt słaba , poczuła się senna , oczy zamknęły się, oddech zwolnił...


...Obudziłam się, wszystko mnie bolało, cięzko mi było się podnieść , szczerze mówiąc , niewiele pamietam , co działo sie ze mną tamtej nocy, pierwsze jednak na co zwróciła uwagę to skaleczone ręce , brzuch ... niemalże całe cialo ... Sięgnęłam po telefon. Kilka wiadomości , nieodebranych połączen...Przypomniałam sobie powód mojego stanu. W jednej sekundzie straciłam 2 najważniejsze osoby w moim zyciu . Przyjaciółkę i .. moje serce ...Natychmiast oczy zaszły mi łzami , znów chcialam wyzyc się na sobie , zapomnieć o tym wszystkim co się stało.., znów popatrzyłam na skaleczone cialo... Pełno tam bylo fioletu , czerwieni... ledwo konczyly goić sie rany a już na nich były następne i następne ! W tym momencie nie rozumiem nie tylko siebie ale też moich rodziców. Jak oni mogą być tak ślepi ?! Ale to nawet lepiej że nie widzą ... z resztą i tak by się nie przejęli..Pzrejmują sie tylko wtedy , kiedy akurat to jest najmniej potrzebne.. Wciąż patrzę na zakrwawione rany i tak myślę ... "Co ja narobiłam ??I to jeszcze przez nic nie wartego człowieka który się mną zabawił i przez osobę , która uważała się za moją przyjaciółkę a tak wiele przede mna ukrywała ? " Pragnienie ujrzenia nowej blizny , i spywającej krwi bylo silniejsze .. już wzięłam w dłoń groźnie polyskujace narzędzie .. gdy nagle ....ktos zalpal mnie za rękę ... I to nie był ani Piotr , ani Maja . zadne z nich mi nie pomoglo.. odcięli wszystkie moje liny i pozwolili spaść w przepaśc.. o była Ona , nasz wzrok spotkał się... w tej chwili rozpłakałam się jak male dziecko ... a ona nic nie mówiąc przytuliła mnie mocno...Poczułam ze ktoś wreszcie chce mi pomóc.. Podniosła mnie , przypomniała mi ze istnieją jeszcze anioly stróże które przytrzymują nas , gdy nasze skrzydła zapominają jak latac... Przecież nie tak dawno sama nim byłam.. Do dziś jestem jej za wszystko wdzięczna !
Jednak muszę się przyznać , zyletka dalej mi towarzyszy. To silniejsze ode mnie , to uzależnienie ~! Gdy nie mam przy sobie żyletki , jestem jak narkoman na głodzie , alkoholik bez wódki , czy lekoman bez kolejnej dawki ...wtedy potrafię zrobic wszystko by zdobyc to czego mi trzeba... Przeciętny czlowiek mnie nie zrozumie, potrafią tylko powiedzieć ze jestem głupia , nienormalna i mam tak po prostu to odłożyć... gdyby to było takie łatwe jak sie wydaje to swiat byłby rajem. Nikt nie dostrzega wielkiego problemu który w tym tkwi. Zaczęło się tak niewinnie .. a teraz nie wyobrażam sobie życia bez tego...
Dzis jestem juz całkiem inną dziewczyną , wystarczy żebyś spojrzał mi w oczy ... Nie są już takie jak dawniej , prawda ?? Dziś są pełne zalu i tesknoty za tym co było i nie wróci , przepełnia mnie ta tajemniczość...Z każdym dniem staję sięcoraz bardziej obojętna na miłość , uczucia , ludzi..na wszystko ! Uodporniłam się na bol , nauczyła się robić dobrą minę do złej gry. Straciłam tak wiele ! Stracilam nie tylko serce , usmiechnięte oczy , uczucia , ale takze moje skrzydła i miano anioła ! Kiedyś pomagałam każdemu , a teraz nie potrafię nawet sobie... Z każdym dniem , każdą blizna , traciłam pióra, dziś opadło ostatnie...


Ta historia , jest ostrzeżeniem dla wszystkich , którzy zaczynają lub mają zamiar rozpocząć przygodę z żyletką, .. Nie róbcie tego błędu ! Nie warto ! Najważniejsze jest by znaleźć osobę która nie pozwoli ci upaść nisko i podniesie cię z dna.


**Dziękuję wszystkim moim przyjaciołom i Sabinie... Mój anioł stróż popełnił samobójstwo , jakby nie Ty , poszłabym w jego ślady ... Tak mi bardzo przykro ze teraz mnie zostawiłaś, w najgorszym momencie .. Ale zawsze będę cię kochać , mimo wszystko ...


  • awatar asia888222: Zajebiste!! :-* obserwuje ;-)
  • awatar Atru Ako: Czuję, że zaczynam wspaniałą przygode z tym opowiadaniem. Ciesze sie, że ktoś przemówi mi do głowy. Próbuję z tego wyjść, ale nie o tym ;) / Wspaniale piszesz. Pozdrawiam :)
  • awatar Never say neveer! :*: cudowne :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (36) ›