• Wpisów: 18
  • Średnio co: 104 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 9 042 / 1978 dni
 
mylifeisveryhard
 
Patrzyłam na słoiczek, odbijały się w nim kolorowe światełka z choinki... Ale nie wzięłam, nie chciałam powtórki z rozrywki i znowu szpitala.. Nie tym razem. Popatrzyłam jeszcze raz na wyświetlacz.. Jak to możliwe ... I akurat w ten dzień ? Przez chwilę zamyśliłam się tak bardzo, że zapomniałam w jakim miejscu się znajduję , straciłam poczucie czasu, nie wiedziałam jaki dziś dzień, która godzina... Kiedy wróciłam do rzeczywistości, postanowiłam mu odpisać.. A komu ? Samej mi ciężko uwierzyć w to co mówię, ale odpisałam Piotrowi. rozmowa toczyła się spokojnie, najzwyczajniej w świecie... Jak ze zwykłym kolegą... Jednak ja nie potrafiłam przejść obok niego obojętnie, tak po prostu i nie myśleć że między nami kiedyś coś było...Siedziałam sama w pokoju, włączone było radio które mąciło głuchą ciszę... Czasem brakowało mi oddechu, przygryzałam wargi do krwi, próbowałam zahamować łzy... wszystkie wspomnienia wracały.. to co dziś, to już nie było to samo...tak bardzo chciałam mu powiedzieć prawdę,  ale nie chciałam przerwać tej rozmowy... nie mogłam tego napisać, palce odmawiały mi posłuszeństwa...bałam się jego reakcji, nie chciałam znowu się męczyć, i tak już było tego za wiele... przyszła pora na barszcz z uszkami, pojawiła się pierwsza gwiazda... Rozbłysnęła jakoś nadzwyczajnie jasno..Nie byłam już nawet głodna, wciąż patrzylam na tą gwiazdę, chetnie bym z nia porozmawialą, wyzaliła sie, ale wszyscy inni pomyśleli by ze postradałam zmysly... Oczywiście telefon wyłaczyłam i rzuciłam w kąt szafy, chciałam być teraz całkiem sama... Zjadłam jak najszybciej tą kolacje czy jak to się tam nazywa i popędziłam na gorę, do ciemnego pokoju.. przez okno balkonowe wlewało się światło księżyca..W środku coś mnie rozrywało, 2 dni bez żyletki to było dla mnie wielkie osiągnięcie.dziwiłam się ze aż tyle wytrzymałam, choć wiele razy było blisko. Ale dzisiaj za wiele się nakumulowało, moja wytrzymałość sięgała kresu.Powoli wszystko zaczynało mnie drażnić, lekka poświata księżyca przecinała ciemność, nie wiem dlaczego ale miałam ochotę wyjść teraz i iść w stronę księżyca, jak najdalej stad, potem zasnąć i nie obudzić się już nigdy więcej... włączyłam telefon, kilka wiadomości.. od niego. Tym razem już nawet nie odczytałam , usunęłam całą rozmowę, on mi za dużo namieszał ! Coś we mnie pękło. Zamknęlam drzwi na klucz, w pokoju dalej było ciemno. Rozłożyłam telefon na części, w srodku schowana była zyletka, nowiutka, nieużywana... Blyszczała ślicznie, wolała żeby się z nią pobawić, chociaż chwileczkę, zeby pozwolić jej tańczyć ! Sumienie wołało, że przecież obiecałam chociaż w swięta dać spokoj... Krzyczało, plakalo wrecz żebym jednak się powstrzymala.. czoło oblał zimny pot, nigdy wcześniej się tak nie bałam... ręce drżały, po chwili drżało całe ciało, nie mogłam ocenić , co się ze mną dzieje. Jakiś głos wciąż krzyczał , ale ja nie słuchałam, zamknęłam oczy nie chciałam juz tego oglądać, nie mogłam na siebie patrzeć ! Raniłam siebie, robiłam ze swojego ciała pamiętnik, a najgorsze jest to, że nie mogłam przestać. Zapaliły się lampki na choince... Z ogniem w oczach, z gniewem podeszłam i gwaltownym ruchem wyrwałam wtyczkę z gniazdka, nie chciałam zeby co cokolwiek przerywało moją ciemność, moją ciszę , mój stan .. Wróciłam na swoje miejsce, zasłoniłam zasłonę i zaczęło się... z początku niewiele... Ale nie pomogło mi, czułam że to za mało, chciałam wiecej. Czułam jak zimne ostrze, przecina moją delikatną obolałą skórę... Już nie bolało.. Czułam się tak dobrze... Ale wciąż było mi mało .. Wbijałam błyszczące narzędzie coraz głebiej, z coraz wiekszą siłą. Ciemność, wszędzie ciemność... Nie miałam siły się już podniesć, mimo wszystko byłam "szczęśliwa" już nic mnie nie denerwowało, uśmiechalam się saa do siebie, krew spływała na podłogę.. I co z tego ? Potem posprzątam... Kręciło mi się w głowie.. Ciekawe czy tak samo czuja się narkomani.. Czy też tak dobrze się czują po dawce.. Po paru chwilach jednak znowu było mi mało. Przeniosłam się na brzuch, znowu pozwoliłam żyletce tanczyć ile tylko chciała ... nagle usłyszałam szarpnięcie za klamkę.  jak to dobrze że drzwi byly zamknięte, nie chciałam żeby ktoś mi przeszkadzał/ Nie zwróciłam na to uwagi. jednak za chwile znowu ktoś szarpał klamką tym razem gwałtowniej... Usłyszałam ten znajomy głos... I przeraziłam się. On nie może zobaczyć mnie w takim stanie ! Zaczął krzyczeć żebym otworzyła, bo jeśli nie to wyważy drzwi.. A ja nie miałam siły nawet wstać, nie miałam siły wypowiedzieć ani jednego słowa... On szarpał dalej.. Po jakiejś minucie wszystko ucichło. Serce waliło mi jak szalone. Czekałam , nie wiedziałam co się za chwilę stanie. Jakieś ciche szmery.... drzwi ustąpiły, oślepiło mnie światło. Jedyne słowo jakie udało mu się wypowiedzieć :
-"O Boże..."



Proszę skarby, nie wiem czy się spodoba, następny rozdział pojawi się jakoś do 2 dni :)

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków