• Wpisów: 18
  • Średnio co: 91 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 8 557 / 1742 dni
 
mylifeisveryhard
 
Odwróciłam się, przeniosłam spojrzenie na inny obiekt, ale czułam że on wciąż patrzy na mnie. Arek ciągle stał obok mnie. Zauważył co się stało, chwycił mnie za rękę, ale nie chciałam czuć jego dotyku, tym bardziej ze miałam świadomość że mnie oszukał, w tym samym czasie trzymał dłoń innej. Myśląc o tym poczułam jeszcze większą odrazę. Jeszcze bardziej bolała mnie myśl że nie zauważyłam wcześniej jaki jest... Ale wiem, że znajdzie sobie następną. I z nią będzie to samo. Zapomniałam gdzie jestem, myśli zasnuły moja świadomość. Nawet nie wiedziałam co się dzieje w danym momencie, robiłam wszystko tak mechanicznie, widać podświadomość jeszcze działała. Nagle zrobił mi się zimno i okazało się że wracamy do domu. A co się stało z innymi, gdzie nagle zniknęli ? Zaczynam się bać. Kim ja jestem ? A raczej CZYM ja jestem ? Zbyt dużo myślę i już głupieję. Zmieniam się w potwora. Wszystko pasuje...Już nie długo i nie będę mogła wyjść na ulicę, nie będę chciała widzieć innych i tak już przeraża mnie towarzystwo, za dużo ludzi. To nie dla mnie, dla mnie  kubek kawy, wygodne łóżko ciepły koc... i żyletka. Tyle w 100 procentach mi wystarcza do szczęścia.

... Zorientowałam się że doszliśmy już do domu, on pocałował mnie w policzek na pożegnanie, a ja, jak rozkapryszone małe dziecko rękawem płaszcza przetarłam policzek i nie oglądając sie za siebie, bez jakiegokolwiek słowa weszłam do domu trzaskając za sobą drzwiami.Jak najszybciej na górę, do swojego pokoju, małego kryształowego zamku, do którego nikt nie ma prawa wejść, nikt nie ma prawa zakłócić mi spokoju, błogiej ciszy... W ciszy wszystko jest piękniejsze, wszystko zdaje się być łatwiejsze... Rożne myśli się nasuwają nie koniecznie zawsze te dobre. Było w sumie już koło drugiej, pasowało iść spać. Jak zwykle głodna położyłam się i przymknęłam mokre od łez oczy, Nawet nie wiem czemu płakałam... Minęła jakaś chwila.. Mimo że wiedziałam ze jeszcze nie śpię, sen już się rozpoczął, już byłam w innym świecie. Moim ! Uwielbiałam śnić o tym miejscu. Wszystko było takie ułożone, nie to co tutaj, jeden wielki burdel. Sen coraz bardziej mnie znużał. Czułam się jak gasnąca powoli świeczka... Już już prawie zasnęłam a tu nagle słyszę dźwięk telefonu. Nie chciałam się podnosić, chciałam spać ! Nie odczytałam. Rzuciłam nim gdzieś na środek pokoju.


.... Obudziłam się,a tak właściwie, obudził mnie tak nieopisany ból. Ręce, brzuch. Przypomniało mi się co wczoraj się stało. Dziś Boże Narodzenie, to postaram się  być grzeczna chociaż tego dnia. Z ogromnym trudem podniosłam się z łóżka. Dopiero dzisiaj bolało... Piekło, czułam jakby ktoś gasił na mnie papierosy, przypalał zapałkami, wbijał igły. Nie mogłam tego znieść, ból wyciskał łzy. Wstałam, czułam jak drży poprzecinana skóra, rany były takie ciepłe, krew gotowała się w środku, znów chciała uciec. Ale dziś muszę zapanować nad nią, tym razem role muszą się odwrócić, muszę zapanować na swoim ciałem, a nie ciało nade mną. Boję się tego dnia, jest dla mnie straszny, każda jego sekunda, minuta godzina to dla mnie obóz przerwania, największa katorga. Nie lubię świąt. Jak boli... ! bandaże przywarły do ran ... Muszę się przygotować na większy ból. Czerwone bandaże to dla mnie żadna nowość. Ale tym razem jest ich więcej niż zwykle.. Wszystko sama, ciągle sama, wszystko muszę robić sama ! Ale to był mój wybór.. Sama iść do apteki, znosić zdziwione spojrzenia innych ludzi, słyszeć szepty "Po co jej tyle rzeczy?""Przecież jest taka młoda, co z nią ?" i puszczać te wścibskie szepty mimo uszu, nie zauważać zaskocznej miny ekspedjenta, spokojnie i najnaturalniej w świecie płacić za to wszystko, za  te kilometry bandaży, plastry, kremy na blizny, betadyne... Stojąc w klejce tylko patrzę i szukam kogoś kto stoi z tymi samymi rzeczami, tak samo jak ja udaje że to zwykłe zakupy, tak samo znosi te wszystkie spojrzenia.. Ale takiej osoby tutaj nie ma, jestem sama. I tylko czekam aż ktoś się pojawi...  Odrywałam powoli bandaż od zranionej skóry, zaciskając mocno wargi... Boli. Przestałam na chwilę żeby złapać oddech. I znowu. kilka centymetrów i przerwa. I tak w kółko. Nieopisany ból, ogień ... Niestety na własne życzenie. Jedna ręka za mną, ściągłam bandaż. Jeszcze druga i brzuch. Z brzuchem będzie najgorzej. Ale muszę. Powoli ściągałam bandaż. Odetchnęłam jak już było po wszystkim. Jak zzawsze odrazu poszłam i wrzuciłam na podpałkę do pieca. Przecież mi nie trzeba bandaży, jestem taką poukładanągrzeczną dziewczynką. Ha ! Taaa... Ale niech im będzie, lepiej dla mnie. Jeszcze tydzień i szkoła. Wf. O boze. tak mądra jestem, najpierw robię potem myślę. Muszę załatwić zwolnienie. Ale zwolnienie bo co ? Bo co mi jest ? Bo zachorowałam na miłość, bo zachorowałam na żyletkę ? Bez sensu. Muszę iść do lekarza, ale co powiem ? Nagle wszystko robi się coraz trudniejsze. Ale zajmijmy się teraźniejszością. Już pora na obiad, widocznie długo spałam. Powoli zaczyna się zciemniać. No wreszcie ! Dziwne że jeszcze nikt mnie nie zaptał co tak cicho siedzę, przecież dawniej kochałam święta. Dla mnie to nawet lepiej że nie pytają. Nic nie robienie to jest coś... staram się zapomniec o wszystkim. Chyba znowu pójdę spać. I tak było. Znowu zasnęłam. Rano znowu obudził mnie ból.. TRoszkę mniejszy niż wczoraj ale znów powtórka z rozrywki. Patrze na zegarek. 15. No to nieźle, zaraz znowu zrobi się ciemno. I jutro już do lekarza... Co ja mu powiem ? I nie wiem, może lepiej zrozumie kobieta ? Ale z drugiej strony faceci są cieżko kapujący. Nie wiem. Pójdę w ciemno. A co powiem ? Też nie wiem, powiem coś kolwiek. Może akurat będę mieć szczęście. A teraz idę jeść, mimo że mi się wcale nie chce, to muszę, zeby nie było kolejnych podejrzeń. I znów noc, sen...
... Kolejny ranek, znówu ból, tym razem zawijanie bandaży. Ale co ubiorę ? Z paniką otwieram szafę, szukam czegoś, co mogłoby się nadać, długie spodnie i co wiecej ? Uff.. znalazłam bluzę, grubą z zbyt dlugimi rękawami - idealną. Ubrałam się, ale zaraz co powiem mamie ? Przecież nigdy nie musiałam się zwalniać. Może powiem ze mnie boli gardło... To chyba będzie najlepsze rozwiązanie. Wypiję coś zimnego i rozboli... Zeszlam na doł, powiedziałam gdzie idę , bez żadnych dodatkowych pytań mama puściła mnie wolno...

....Weszłam do przychodni. Czekała masa ludzi, bylo tak gorąco, w samych drzwiach uderzyla we mnie fala gorąca. Ale wytrzymam. Usiadłam i czekam. Zdawało mi się ze minęły całe wieki. W końcu moja kolej. Otworzyłam drzwi,  na krześle siedział starszy pan, lekarz. W okularach na nosie, z siwiuteńką brodą i czupryną, przywital mnie ciepłym spojrzeniem.
- "Co panience dolega?"
Pierwsze pytanie, a ja już nie wiem co powiedzieć. Zastanawiam  się jak ułożyć slowa.. Lekarz trochę zdziwiony moim milecznie pyta, czy mnie coś boli... Z trudem wydukałam że boli mnie gardło. Popatrzył na mnie przenikliwym spojrzeniem... Ale nie powiedział nic.  Po chwili. :
- czyli mam rozumieć że potrzebujesz zwolnienia ? Na tydzień wystarczy ?
- Proszę, czy może być 2 , albo nie, proszę o 3, bardzo proszę.
- no dobrze, ale napewno wszystko w porządku ?
Spuściłam głowę... niemalże szeptem odpowiedziałam twierdząco.
Jednak to nie przeknało lekarza. Wziął mnie za rękę. I w moich oczach natychmiast pojawiły się lzy, przygryzłam wargę do krwi, zacisnęłam pięści. Taki ból, pali, ratunku, piecze, krew... Starszy pan, popatrzył na mnie z przerażeniem, po chwili podciągnął mi rękaw. Bandaże... Popatrzył na ręcę, potem na mnie ...




Skarby tyle na dziś, myślę że przypadnie do gustu. ;* Kolejny rozdział powinien się pjawić do tygodnia !♥
don__t_kill_the_butterfly_by_darkshine97-d57s6f8.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków