• Wpisów: 18
  • Średnio co: 104 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 9 042 / 1978 dni
 
mylifeisveryhard
 
Wciąż patrzył przerażony, to na mnie, to na ręce. Zawało mi się że w jego oczach pojawiły się łzy. Zsunął z nosa okulary i nabrał głęboki oddech, odwracając przy tym głowę. Nie bardzo wiedziałam jak się zachować w tej chwili. Nie umiem opisać co się ze mną działo. Z jednej strony bardzo się bałam, ze dojdzie do rodziców, zaś z drugiej byłam spokojna, wiedziałam że niewiele się przejmą, potem czułam ulgę że wreszcie ktoś odkrył to, co robię, że chociaż przed jedną osobą nie będę musiała się kryć. Siedziałam jak marionetka, na jednym oddechu...Lekarz zapytał po chwili przerywanym głosem :
- Od jakiego czasu ?
Wiedziałam o co chodzi, bez zbędnych pytań i domyśleń
- Rok.
- Codziennie ?
- Prawie.
- Rodzice nie wiedzą ?
- Nie. A choćby nawet, to nie obchodzi ich moje życie.
- Dlaczego to robisz ?
W tym miejscu nie umiałam odpowiedzieć. Nie mogłam poskładać zdania, wszystkie myśli biły się ze sobą. Lekarz odwrócił się z powrotem w moją stronę. Płakał. Nie wiedziałam czemu, dlaczego, przecież i tak mnie nie znał, widział mnie pierwszy raz w życiu. Nic nas nigdy w życiu nie łączyło, więc dlaczego tak się mną przejął ? Odpowiedziałam w końcu :
- Nie wiem. Tnę bo muszę, muszę bo mam wyrzut że tnę, potem mi mało i znowu tnę, a potem mam znowu wyrzut i znowu tnę. I tak w kółko.
- Nie kończyło się na żyletkach, prawda ? Brałaś już coś ? Piłaś ? Paliłaś ? Narkotyki ?
A skąd on to może wiedzieć ? Miałam wrażenie że wyczytuje wszystko z moich przestraszonych oczu. Zastanawiałam sie co powiedzieć. Przecież on mnie wyśle do psychiatryka ! A tego już nie zniosę, sama sobie dam rady, nie potrzebuję niczyjej pomocy ! Ogarnęła mnie złość. Już miałam wyjść, ale coś mnie zatrzymało.
- Wiem, widzę że jesteś już doświadczona, wiesz jak ciąć, gdzie ciąć, wspaniale już kłamiesz nawet najbliższym, wiem że cię to boli,ale musisz, wiem.
A skąd on to niby może wiedzieć? Chyba mnie nie śledził. A jednak wie, czyta ze mnie jak z otwartej księgi, powoli zaczynam się bać, coraz bardziej. Teraz spostrzegłam że on trzyma nadal moją rękę. Gwałtownym ruchem wyrwałam ją i zawyłam z bólu. To nie był najlepszy pomysł. Poczułam że rany znów zaczęły krwawić.
- Spokojnie, nie denerwuj się. Ona też taka była...
Ona ? Jaka ona ? O czym ja nie wiem ? Nic z tego nie rozumiem. Dlaczego on coraz bardziej płacze, co się dzieje ?!
- Przepraszam, ale nie rozumiem. Jaka ona ?
Lekarz westchnął cicho. Przetarł zmęczone oczy chusteczką i zaczął opowieść :
- Miałem córkę, piękną. Od razu jak tu weszłaś wydawało mi się że to ona ! Nie mogłem w to uwierzyć, nawet imię takie samo... Wysoka blondynka, piękne niebieskie oczy, szkoda że zawsze smutne, pełne żalu...Nigdy nie wiedziałem dlaczego, jak była jeszcze dzieckiem nie przestawała się śmiać. Kiedy miała 14 lat, było coraz gorzej, zamykała się w swoim pokoju, nie chciała nic jeść.  Niestety nie wiedziałem co jej jest. W końcu zmusiłem ją do badania krwi. Bardzo się opierała, wzbudziła tym jednak moje podejrzenia. Po badaniach okazało się że we krwi jest ciągle podniesiony poziom endorfiny. Ale skąd i dlaczego ? Nie mogłem tego pojąć. Po tygodniu zrobiłem test jeszcze raz, endorfiny było jeszcze więcej, i coś jeszcze mnie niepokoiło. Nie chciałem w to wierzyć ani nawet myśleć o tym, ale zmusiłem się do zrobienia jej badań na obecność narkotyków. Po tym badaniu byłem już całkowicie załamany, test wykrył morfinę. Natychmiast poszedłem do córki. Układałem sobie w głowie jak bardzo będę na nią krzyczał, co ona sobie myśli, jesteśmy dla niej tacy dobrzy, wychowujemy ją a ona tak się odwdzięcza. Wpadłem do jej pokoju i zamarłem w bezruchu. Moja kochana córeczka, moje oczko w głowie, leżała w kałuży krwi. Jej skóra była tak blada, z nadgarstka wypływała ciemna krew, na policzku zasychały łzy. Czułem się jak kat stojący nad ofiarą. Byłem lekarzem, powinienem od razu bez namysłów udzielić jej pomocy, ratować ! A ja stałem jak wryty, nie wierzyłem oczom. Obok niej kartka. Roztrzęsiony podniosłem ja ale sens słów nie docierał do mnie. Nie było ich wiele. Czytałem je kilka razy dokładnie analizując literkę po literce. Dotarło do mnie ostatecznie tylko słowo "przepraszam". Padłem na kolana, przytulałem moją dziewczynkę, była zimna jak lód, krzyczałem. Zostałem sam. Pewnie pomyślisz o żonie. Zona wybrała alkohol. Nie wiem gdzie teraz jest, co teraz robi. Wciąż nie mogę zapomnieć tego widoku. I wątpię czy kiedykolwiek zapomnę. Miała wtedy dokładnie 15 lat, tyle co ty teraz. Zostawiła mnie samego, z takim bólem, z takimi wyrzutami sumienia. Ciągle zastanawiam się gdzie popełniłem błąd, szukam mojej winy w tym wszystkim, gdzie zawiniłem. Poczucie winy prześladuje mnie nawet w snach. Ona może sobie ulżyła, nie umiem tego powiedzieć. Nie wiem gdzie teraz jest, tak bardzo za nią tęsknię. ale wierzę że jeszcze kiedyś się spotkamy... - zaniemówił, znowu płakał. a ja wydusiłam z siebie tylko głupie "przykro mi..." Po chwili przetarł oczy i zwrócił się do mnie.
- Wracając do ciebie, uważaj na to co robisz. Wiesz przecież jak cienka jest granica. Dużo masz po sobie tych ran ? Daj, trzeba to opatrzyć, nie może wdać się zakażenie.

Z początku nie byłam przekonana do lekarza, ale później dostrzegłam że on wie, że rozumie choć w połowie. A tak brakowało mi tego zrozumienia wśród innych, ci którzy już coś zauważyli i odkryli prawdę a byli to nieliczni, potrafili tylko mi nawytykać, że jestem głupia, że są inne sposoby, że jestem słaba. Może i tak, ale nikt nie zapytał jak może mi pomóc, co zrobić dla mnie. Nikt nie zdobył się na te 2 słowa. Cóż , trudno musiałam sobie radzić sama.

Lekarz powoli zaczął rozwijać bandaże. Boli. Znowu boli. Mimo zaciśniętych oczu łzy uciekają. Ogień...
Jedna ręka już , jeszcze brzuch i prawa ręka. Pełno fioletu, czerwieni... Boże... Co ja z sobą zrobiłam. Jestem wrakiem człowieka, do niczego się już nie nadaję. Założyli mi nowy opatrunek. Piekło, rany znów się otworzyły. Ale już było lepiej niż ostatnio.
- Podaj mi numer do rodziców.
Nie wierzyłam w to co słyszę. Przeraziłam się, oni nie mogą wiedzieć, nie będę miała spokoju.
- Podaj bo sam pójdę i sprawdzę, nie mogę pozwolić ci zrobić tego samego błędu.
Ręce mi się trzęsły, wyciągnęłam telefon i dyktowałam drżącym głosem numer. Lekarz wybił go i połączenie zaczęło trwać...


Następna część już niedługo, miłego czytania :)
tumblr_mrc4w7zPW21sa7g7ko1_500.gif

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków