• Wpisów: 18
  • Średnio co: 101 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 8 987 / 1921 dni
 
mylifeisveryhard
 
Patrzyłam na lekarza, patrzyłam wprost w jego oczy. Nie mogłam wydusić z siebie słowa, ale w głębi siebie krzyczałam.Bałam się, po raz pierwszy od dłuższego czasu czułam strach, ze coś co jest dla mnie bardzo ważne, coś co jest dla mnie rutyną, częścią życia, że to nagle się skończy. A nie wyobrażałam sobie dnia bez nowej rany, bez tej adrenaliny, to był tak jak skok ze spadochronem. Ryzykujesz - żyjesz. Taka moja zasada. Moje myślenie przerwał głos mamy, który usłyszałam w słuchawce. Wciąż patrzyłam na lekarza takim wzrokiem, jakby od jego słów zależało moje życie.
- Tak ?
- Witam, dzwonie z przychodni w sprawie córki.
- O co chodzi ?
W tej chwili zamarłam, wiedziałam że to już koniec, już obmyślałam jak zdobędę alkohol, tabletki... Miałam ochotę powtórzyć to, co kiedyś. Odwróciłam wzrok, spuściłam głowę, jak skazaniec na rozprawie czekałam na wyrok. Lekarz milczał, czułam na mnie jego spojrzenie, tak przenikliwe... Błagałam go żeby nie dzwonił. Ale nie tym razem, już mi się nie upiekło.  
- Więc... Chciałem zapytać tylko czy wyraża pani zgodę na wypisanie zwolnienia.
- Tak, tak oczywiście.
- Zatem  dziękuję, do widzenia.
Nie umiałam ocenić danej sytuacji. Byłam tak szczęśliwa, a z drugiej strony, bardzo zdziwiona. Czemu on jej nic nie powiedział ? Dlaczego jednak mnie nie wydał, tak jakby usłyszał moje nieme krzyki.. Czułam ulgę. Setki pytań w głowie, chciało by się je wszystkie naraz wypowiedzieć i w jednej chwili otrzymać odpowiedź. Nie wiedziałam od czego, zacząć, co powiedzieć. Milczałam, ale nie na długo. W końcu postanowiłam zapytać.
- Dlaczego mnie pan nie wydał ?
On milczał. Pomyślałam że może nie dosłyszał, w końcu był już starszym człowiekiem. Powtórzyłam więc swoje pytanie. Znowu cisza. Zaczynało mnie to drażnić. Tym razem już podniesionym i pełnym agresji głosem wykrzyczałam pytanie po raz kolejny.
Lekarz drgnął. Chyba wyrwałam go z głębokiego zamyślenia.
- Przepraszam. Byłem przez chwilę myślami w innym świecie. A powracając do Twojego pytania...Widziałem że się boisz, poza tym gdybym powiedział, na pewno było by z Toba jeszcze gorzej, czyż nie ? Wiem to, czułem, już miałaś myśli jak uciec od wszystkiego. A teraz powiedz mi. Twoje uzależnienie kończy się tylko na żyletce, czy jest coś jeszcze ? Każde uzależnienie trwa, ale potem jeszcze czegoś brakuje, szuka się ujścia w kolejnych uzależnieniach.
Zastanowiłam się chwilę nad słowami lekarza. Nic mi nie jest przecież, nie biorę, nie piję, więc o co mu chodzi ? W zupełności wystarcza mi to, co mam. Nie rozumiem jego niepotrzebnych podejrzeń. Nie musi aż tak komplikować. To przecież tylko autoagresja, nie robię krzywdy innym, o co mu chodzi.
- Nic nie biorę, nie piję, nie palę i nie zamierzam, nie rozumiem pana, nie potrzebnie się pan martwi.
Wstałam z miejsca, porwałam ze stolika zwolnienie i już miałam nacisnąć klamkę, ale zatrzymał mnie jego głos.
- Zaczekaj, jeszcze nie skończyłem, muszę Ci pomóc, przypominasz mi moją Lenę, nie pozwolę Ci popełnić tego samego błędu co ona.
- Ale ja nie chcę pańskiej pomocy !
Tym razem nie zatrzymałam się już, jak oparzona wyskoczyłam z gabinetu, trzaskając za sobą drzwiami.
Miałam tak rozpalone policzki, że kiedy wyszłam, nie czułam nawet szczypania mrozu. Zastanawiałam się nad tym wszystkim, nad tą całą sytuacją. Nie, nie chcę żeby mi ktoś pomagał. Samo przyszło, samo pójdzie !
Wróciłam do domu, zjadłam coś, niewiele, ale musiałam, żeby się nie czepiali. I tradycyjnie, położyłam się spać, uciekłam w świat marzeń...

Mijały kolejne dni, każdy taki sam, każdy monotonny, wstać, jeść, spać, wstać, jeść, ciąć, spać. Błędne koło obracało się z każdym dniem szybciej i szybciej. Traciłam już poczucie czasu, nie interesowało mnie jaki jest dzień i która godzina.

6.30. obudził mnie sms. Kto i czego chce o tej godzinie ?
"Bierzesz dziś chemię ? Bo babki miało nie być, ale wiesz, nigdy nic nie wiadomo."
Cholera ! To dziś szkoła !? Niemożliwe. Nie wyrobię się, nie zdąże z wszystkim. Trudno, pojdę na drugą lekcję. Nie pierwszy i nie ostatni raz się spóźniam przez TO. Spakowałam na szybko torbę i zajęłam się zawijaniem bandaży. Zwolnienie. Cały czas myślałam żeby zabrać go ze stołu. Jak zwykle wyszłam bez śniadania. Biegiem na autobus
, muszę zdażyć. Znowu powtarza się historia, rano wstawać, bieg na przystanek, przesypianie pierwszych lekcji, trochę stresu, potem do domu, coś zjeść, poczytać lekcje, spać. I najlepiej tak spać do rana. Ale noc nie jest od spania. Nie dla mnie. Noc jest od myślenia, nad wyborem,tym dokonanym i tym niedokonanym, nad podjętymi decyzjami, podjętymi - ale czy dobrze ? Noc jest od wspominania, uciekania od tych cholernych wspomnień, od układania dialogów, planowania chwil, niepotrzebnego myślenia i rozmyślania, zastanawiania się "a co by było gdyby...", analizowania po kolei i ze szczegółami swojego życia i w końcu dochodzenia do wniosku, że to wszystko jest bez sensu. Że te wszystkie plany i tak zostaną tylko planami, te wszystkie dialogi i tak zostaną nie wypowiedziane. Ale taka już jestem, że łudzę sie na szczęście, wiem że ono gdzieś jest, wiem że jest na pewno wielkie, grube i pewnie teraz ma niewielkie problemy techniczne z dotarciem do mnie. A może podrózuje pociągiem,a akurat gdzieś zepsuły się tory ? A może jest już nie daleko mnie ? Co sobotę wyczekuję go na stacji, jednak jeszcze nie dociera. Ale będę czekać. Jest w życiu jeszcze coś takiego jak nadzieja. I chcąc czy nie chcąc ona zawsze jest. Nie odchodzi tak po prostu... Trzyma nas kurczowo za rękę i gdy upadamy krzyczy : "Wstawaj, łap los za gardło i żyj ! "

Wpadłam zdyszana do autobusu w ostatniej chwili. Zdążę. Pierwsza historia, odeśpię kawałek nocy i zacznę swój codzienny "spektakl" . Sztuczny uśmiech, hamowane łzy, dobra rada, dobra mina do złej gry. Jak zawsze muszę grać, chociaż nawet rewelacyjnie dobry aktor czasem miewa wpadki.

Przespałam cała historię, nauczyciel nawet nie zwrócił na mnie uwagi. I lepiej. WF. Nauczyciel w złym humorze. Niezbyt dobrze, rzadko się zwalniam, może mi się uda. Wzięłam koszulkę, ale z krótkim rękawem, nie mogę ćwiczyć dzisiaj, wyłabym z bólu, i już były by podejrzenia i prowadzenie śledztwa. Dobrze że mam zwolnienie, chociaż to mnie uratuje.
Zaraz skonczy się przerwa, muszę iść mu to zanieść i jakos się wytłumaczyć. Szukam zwolnienia i za cholerę nie  mogę sobie przypomnieć gdzie ja je włożyłam. Zaraz. Przecież ja go nie włożyłam. ! Najważniejsza rzecz została w domu, jeśli nie mam zwolnienia to będę musiała się przebrać i ćwiczyć, znowu los chce żeby kolejne osoby się dowiedziały ! Trudno ! Idę bez zwolnienia ... Może przeżyję ?
Podeszłam do pokoju nauczycielskiego, już z daleka slychać krzyki... Podniosłam rękę i zapukałam. Wstrzymałam oddech, a jedyne co nasuneło mi się na myśl : "Już po mnie..."


Misiaki, tyle na dziś, chyba będę musiała trochę przyspieszać i opisywać ogólniej , bez szczegółów. Jak myślicie ? :)

photo.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków