• Wpisów: 18
  • Średnio co: 91 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 8 557 / 1742 dni
 
mylifeisveryhard
 
Nagle drzwi otworzyły się, wyszła ze łzami w oczach Justyna. Zastanawiałam się co teraz zrobić, miałam szansę jeszcze się wycofać. Jeszcze nie było za późno. Ale co bym wtedy zrobiła ? Jedynym wyjściem była by ucieczka, ale jeśli by mnie złapali było by jeszcze gorzej. Od razu były by pytania i podejrzenia, co, jak dlaczego. Przecież wzorowa uczennica, idealna dziewczynka, wzór ! A jednak, pozory to tylko pozory - mylą. Dobra, koniec już bezsensownego rozważania. Raz się żyje, idę. Weszłam i ... ? Siedzi przy stole w okularach na nosie, nerwowo trzymając w ręku długopis udaje że podpisuje jakieś ważne dokumenty. Zauważyłam, że zawsze tak robi, kiedy jest zdenerwowany. Cóż, każdy odnajduje swój sposób na ukojenie nerwów. I znowu kontynuuję swoje rozmyślania, stoję jak sierota, zapomniałam chyba po co tu przyszłam, czas w końcu się odezwać.
- Dzień dobry ... nie przeszkadzam panu ?
- Następna po zwolnienie ? - zapytał podniesionym głosem nawet nie spoglądając na mnie.
Nie odezwałam się, czyli mogę albo odkryć swoje zmasakrowane ręce, albo uciec. Nie wiem co będzie lepsze, ale wszystko, byle nie ujawnić mojej tajemnicy, nie chcę żeby ktoś zabrał mi moje "szczęście". Już miałam wychodzić, ale jego głos mnie zatrzymał, pojawił się cień nadziei, coś jednak pozwoliło mi wciąż się kryć, coś jeszcze jest po mojej stronie !
- A, to Ty. Co się dzieje ?
- Mogę prosić o zwolnienie ? Bardzo źle się czuje, a sam pan widzi że to jest dopiero moje pierwsze zwolnienie. Proszę bardzo. - Wątpiłam w to, że mnie tak po prostu zwolni, na pewno będzie jakiś haczyk. No i miałam rację, był. Coś za coś. Niestety dzisiaj nic nie otrzymujemy ot tak po prostu.
- Idź posprzątaj kantorek,żebyś miała jakieś zajęcie przez tą godzinę, tu wisi klucz, resztę już mam nadzieję,że wszystko wiesz i nie muszę tłumaczyć.
Tak jak myślałam, ale wolę już sprzątać kantorek, niż jęczeć z bólu na wf-ie. A na jutro już wezmę zwolnienie i będę miała czyste konto.

Wzięłam klucz, otworzyłam drzwi, zapaliłam światło, ale za bardzo raziło w oczy, zgasiłam z powrotem, nie jest aż tak ciemno. Z resztą i tak dużo lepiej czuję się jak jest ciemniej. Kiedy tylko weszłam od razu czuć było parafinę i smary do nart. Tak bardzo tego nienawidziłam. Ale zabieram się do pracy. Przeszłam w tę i z powrotem kilka razy, zastanawiając się od czego zacząć. Ostatecznie zdecydowałam się na ścieranie stołu, posegregowanie kijów, pozbieranie witek, reszta to już nie moja działka. Siadłam przy oknie, do końca lekcji jeszcze masa czasu, szybko uwinęłam się z tym co zaplanowałam zrobić i szczerze mówiąc kalkulowałam że zajmie mi to więcej czasu .Zrobiło mi się gorąco,uchyliłam okno i usiadłam na parapecie. Już jak byłam dzieckiem lubiłam siedzieć przy oknie i obserwować płatki śniegu, niby takie same, a jednak tak bardzo różniące się od siebie. Przypominały mi ludzi. Na pozór wszyscy jesteśmy tacy sami, ale kiedy by przyjrzeć się bliżej, każdy jest inny i jest naprawdę minimalna szansa na odnalezienie 2 identycznych płatków, jak również 2 identycznych ludzi. I mam tutaj na myśli nie tylko wygląd ale również charakter, przyzwyczajenie, tok myślenia. Ktoś uderzył w drzwi, ale nie otworzył. Zorientowałam się, że znowu uciekałam w świat marzeń, głębokiego zamyślenia. Czuję się tak, jak gdybym nagle znalazła się w innym wymiarze, wszystko stało się łatwiejsze, bardziej przyjazne, takie... takie moje. Nikt nie podważał moich decyzji, myśli, stwierdzeń, sentencji. Chciałabym kiedyś spotkać taką drugą mnie. Tak samo zamyśloną, nieobecną myślami tam gdzie powinna się znajdować w danym miejscu, sztucznie uśmiechniętą, tak wspaniałą aktorkę. Tak właściwie to o czym ja myślę ? O wszystkim i o niczym. O sprawach ważnych i zupełnie bezwartościowych, starannie obmyślam plany tylko te niemalże absurdalne, być może w ogóle nie możliwe do spełnienia, zamiast zastanowić się nad tymi wymagającymi większej uwagi, tymi realnymi. Ale nie, ja potrzebuję fantazji, swojego świata, tworzenia. Jest jedna rzecz o której chciałabym nie pamiętać w tym właśnie stworzonym przeze mnie świecie. Ale nigdy przenigdy mi się to nie udaje. Czy tylko ja nie potrafię zapomnieć chociaż by na chwilkę o miłości ? Tak właściwie, to zacznijmy jeszcze raz, od początku. Miłość to ... ? To co ? To uczucie, tak w sumie tak i to bardzo mocne uczucie. To również więź między ludźmi. To bliskość. To ciepło. To troska. I wymieniać mogę tak bez końca. To jeszcze raz, podsumowując. Miłość. Prawdziwej szczerej miłości dziś jest mało, o wiele za mało. Teraz najczęściej jest tylko chemia. Ale wracając do miłości.Jeśli zapytałabym kilka lub kilkanaście osób z kolei, każdy opisze ją inaczej, bardzo podobnie ale inaczej. Jedni opiszą ja w sposób pozytywny, a inni niestety negatywny, a wszystko zależy od stanu w jakim w ostatnim czasie się znajdują. Miłość mogę porównać do uzależnienia, dajmy np narkomanię, lub autoagresję. Narkoman próbuje narkotyku pierwszy raz, podoba mu się, chce więcej i więcej. Póki jest łatwo beztrosko korzysta z okazji, czerpie ile tylko może, ale wszystko ma swój koniec. A narkoman wciąż , z każdym dniem potrzebuje więcej i więcej. Kiedy zaczyna mu brakować narkotyku poniża się, morduje, kradnie, żeby tylko zdobyć to co w danej chwili jest mu potrzebne,NIGDY się nie poddaje. To samo uzależniony od autoagresji. Pierwszy raz sprawdza jak to jest i czy się spodoba, kolejny raz robi to już z większym przekonaniem , a potem robi bo tego potrzebuje, czuje się z tym bezpiecznie. I jeśli ktoś nagle zabierze mu to, dostaje szoku, wszystko go przeraża i za wszelką cenę próbuje zdobyć to czego mu trzeba. Również nigdy się nie poddaje i szuka do samego końca. Z miłością jest to samo. Pierwsza jest zawsze najpiękniejsza, najlepiej zapamiętana i zwykle najbardziej bolesna. Dziś miłość to chemia, miłość to zabawa. Nie. Nie dla mnie. Miłość to jedna dusza w dwóch ciałach, dzielenie bicia dwóch serc, uzależnienie... nie może być wyrażona w liczbie pojedynczej, wtedy to nie miłość. Miłość to liczba mnoga, to najpiękniejsze uczucie i na pewno każdy jej pragnie całym sercem. Mimo wielu zawodów, bólu, łez, nikt nie poddaje się nigdy i wciąż szuka tego, czego potrzebuje, prawdziwej miłości. Ale ja już chyba nie mam siły szukać. Nie ! Ja już znalazłam ! Co prawda nie do końca szczęśliwą, nie do końca trwałą, ale z mojej strony bardzo mocną. I mimo że wszystko się wali i wydaje się że to już naprawdę nic z tego nie wyjdzie, że temat jest zamknięty, że wszystko skończone, to jednak jest ta nadzieja, jeszcze nigdy mnie nie opuściła. Owszem zawiodła ale czym było by życie bez nadziei ? W takich momentach mam właśnie w głowie obraz, kiedy na rozstaju dróg spotykają się dwie postacie, pierwsza rosła, ale bardzo przygnębiona, zmęczona, zapłakana, smutna, rozżalona, a obok niej maleńkie dziecko, o rumianych policzkach, wielkich błyszczących oczach w których aż widać iskierki i tak wielki zapał. Pierwsza postać to życie, a to pełne radości dziecko to właśnie nadzieja. I słychać ich dialog :
-Żyj ! - krzyknęła nadzieja
-Bez ciebie nie potrafię... - odparło szeptem życie.
I w tym momencie wyobrażam sobie jak na twarzy "życia" promienieje uśmiech i wyciąga rękę do nadziei, a dziecko podaje mu swoją malutką rączkę i ściska bardzo mocno, pilnuje aby iść wciąż przed siebie i nie oglądać się, a w żadnym wypadku nie zatrzymywać ! I teraz się uśmiecham, czuję że nadzieja chwyta mnie mocno za rękę, wiem że jest przy mnie i od razu mi lepiej. Dzwonek. Śmiertelnie mnie wystraszył. Bardzo szybko minęło mi te pół godziny, mogłabym tak siedzieć i filozofować do końca świata i jeszcze dzień dłużej. Ale jestem grzeczna idealna i idę na następną lekcję. Już miałam wyjść z kantorka, ale w drzwiach stanął trener.
- Mam dla Ciebie propozycję, siadaj i słuchaj.



To tyle, w weekend będę się starała napisać kolejny rozdział :) A tym czasem miłego czytania :)

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków