• Wpisów: 18
  • Średnio co: 86 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 8 414 / 1645 dni
 
mylifeisveryhard
 
Wszyscy siedzieli przy jednym stole, nasze rozbawione twarze, zmieniły się. Usiadłyśmy na rogu. Dziewczyny nie przejęły się całą sytuacją aż tak bardzo. Uważnie lub nieuważnie, jak kto woli, wpatrywałam się i przysłuchiwałam wszystkiemu co działo się wokół a myśli krążyły bezcelowo. Znowu byłam nieobecna. Nienawidzę i uwielbiam ten stan, pomaga mi i niszczy mnie, prowadzi do sukcesu i niesie porażki, czyni mnie niezależną a zarazem uzależnioną, od własnych, niepoukładanych myśli, drążenia tematów do samego końca i jeszcze trochę dłużej, zastanawiania się nad tym, nad czym normalny człowiek prawie nigdy nie myśli. A ja, czasem lubię usiąść na ławce choćby w parku i popatrzeć, posłuchać. Obserwuję zabieganych ludzi, jedni idą sami, niosąc w rękach ciężkie torby, inni zaś biegną z telefonem przy uchu, nie widzą nikogo wokół, w tym szaleńczym biegu trącają innych, może słabszych, niby spojrzą,ale co widzą ? Pustkę, nie stać ich nawet na słowo "przepraszam." Ale chodzą też ludzie zamyśleni, niemalże tak bardzo jak ja. Wtedy zastanawiam się nad czym tak intensywnie myślą, dokąd idą, może mają jakiś problem, może szukają pomocy ? Z niektórych twarzy można wyczytać to, jak się czują, czy są smutni, przygnębieni, czy może rozpiera ich radość. Nie wiem, może i to dziwne, ale umiem ocenić kiedy uśmiech jest tylko uniesieniem 2 kącików ust w górę, a kiedy jest wyrazem wypełniającego nas szczęścia. Po prostu to wiem, widzę, czuję.Chciałabym podejść, zapytać, czy wszystko w porządku, co z tego że kogoś nie znam ? Dla kogoś w potrzebie liczy się pomoc,a to od kogo ją otrzyma, liczy się najmniej, albo nawet wcale.  Na tak wiele rzeczy nie zwracamy uwagi, a może gdybyśmy wszyscy poświęcili im troszeczkę uwagi, świat byłby całkiem inny ? Gdyby chociaż co trzeci człowiek na świecie usiadł tak jak ja... wsłuchał się, wpatrzył... Spojrzał na wszystko z innego punktu widzenia, ze swojej własnej perspektywy, może wtedy zrozumielibyśmy siebie, nie zastanawialibyśmy się na sensem życia, dnia, nocy, świata ? Może by tak było. Ale wiem jak nie będzie. Nie zrozumiemy siebie, nie przestaniemy szukać sensu we wszystkim, nie będziemy cieszyć się z małych szczęść,pokornie przyjmować nieszczęść... A dlaczego ? Dlatego, że nie próbujemy ! Nie mamy nawet tyle odwagi, chwili czasu, chwili dla samych siebie, nie marzymy, a jeśli marzymy, to co z tego, jeśli brakuje wiary ? Często słyszę : "Marzę, żeby wreszcie to się spełniło, przecież już tak długo czekam" A wtedy zadaję tylko jedno pytanie : "Wierzysz ?" A odpowiedź przeważnie mnie rozczarowuje. Mówisz "mam nadzieję", ale czy rozumiesz to co właśnie powiedziałeś ? Czy jesteś przekonany że masz nadzieję, że wierzysz ? No właśnie... I mi samej też często brakuje tej wiary, nadziei. A przecież tyle razy już przekonałam się że wiara czyni cuda, marzyłam... marzenia się spełniły, co prawda nie wszystkie, ale uświadomiłam sobie, że te które jeszcze się nie spełniły, albo spełnią się już nie długo, albo będzie lepiej dla mnie kiedy nie spełnią się nigdy, bo przecież nie wszystko czego pragniemy musi być dla nas dobre. A może najzwyczajniej w świecie dla naszego dobra nie będzie nam dane.
- No to teraz twoja kolej, pokaż co zapamiętałaś, z tego, co mówili i pokazywali ci starsi koledzy. Bo twoje koleżanki nie słuchały, może uratujesz dumę.
To było do mnie... Nie mam pojęcia o  czym była mowa, jak się do tego wziąć, który smar, co najpierw, na którą część. Wzięłam do ręki bladoniebieską kostkę parafiny, wszyscy patrzyli na moje ręce... nie lubiłam tego, od zawsze. Wzięłam w końcu żelazko, przestało mi zależeć. Pociągnęłam raz, kolejny, dość. Byłam przygotowana na konkretną krytykę.
- Więc właśnie. Jedyna która słuchała i zrobiła to dobrze.
Opinia trenera mnie całkiem zaskoczyła, cóż, widocznie miałam szczęście. Od tych smarów rozbolała mnie głowa, a jeszcze bardziej od jego obecności. Musiałam wyjść. nie mogę tam dłużej siedzieć, jestem śpiąca, rozdrażniona, mam kaprysy, czuję że zaraz wybuchnę płaczem jak małe dziecko, czułam się tu tak obco... Nie wiem co robić. Wpadłam w całkowitą panikę, wszystko mnie przerastało, bałam się każdego przedmiotu, wydawało mi się że wszystko chce mnie skrzywdzić, uwięzić, zatrzymać... Porwałam z wieszaka kurtkę, kawałek bułki z szynką i moją srebrzystą przyjaciółkę. Wyszłam jak najszybciej i jak najciszej, tak żeby nikt mi nie przeszkodził, chciałam być sama, nagle przestali mnie interesować wszyscy inni. Ze łzami w oczach wyszłam przed dom, zapaliło się nikłe światełko, ale zaraz zgasło. Zeszłam w dół, niżej, za dom, wpadłam w wielką zaspę śniegu, przez chwilę miałam ochotę tam zostać, ale coś mnie ciągało dalej, wydostałam się jakoś z kupy śniegu i mimo braku sił zaczęłam biec w dół. Minęła chwilka, gdy nagle znalazłam się twarzą do śniegu, nie byłam pewna co się stało, czułam na sobie ogromny ciężar. Słyszałam rytmiczne, szybkie, płytkie oddechy. Obróciłam się, nade mną a raczej na mnie siedział biały ogromny pies, ten sam który mnie tak ciepło przywitał. Na obroży przeczytałam że wabi się Baca. Przecież to dla niego wzięłam ta kanapkę, nie spodziewałam się że tak szybko go znajdę, a może bardziej on znalazł mnie. Dziwne, tak jakby znał moje myśli, wiedział co chcę zrobić, przybiegł i zatrzymał mnie. Nikt inny tego nie zrobił... Należy mu się moje jutrzejsze śniadanie i może nawet obiad. Ale jednak dziś, teraz nie chciałam żeby ktokolwiek mnie powstrzymał. Tyle dni, to było dla mnie już za wiele dni, brak endorfiny wywoływał niesamowity, nieopisany lęk. Czułam że już nie daję rady, tylko to mnie mogło uratować, powstrzymać, dać siłę na kilka dni. Rzuciłam Bacy to, co mu przyniosłam, podniosłam się i podeszłam pod drewnianą ścianę. Siadłam pod nią, znalazłam paczkę zapałek... uwielbiam igrać z ogniem. Paliłam jedna po drugiej wpatrując się w niebezpiecznie ale zachęcająco migocące złote języki ognia. Każdy opowiadał inną historię, każdy coraz to ciekawszą, szkoda że tylko ja mogłam ją zobaczyć... Wokół mnie piękna muzyka, wystarczy się wsłuchać ... Idealne miejsce, idealny czas... by to wszystko zepsuć. Wyciągnęłam moją przyjaciółkę, nierozłączną towarzyszkę, pocieszycielkę... Serce zaczynało bić coraz szybciej, coraz mocniej, poziom adrenaliny wzrastał, w oku pojawiał się ten błysk . Teraz dopiero zauważyłam ze Baca gdzieś zniknął, zostawił mnie samą, ale przecież jeszcze jakieś 10 minut temu sama tego chciałam. Zamknęłam oczy ... jeden płynny ruch, kolejny, i następny, mróz szczypał, po śniegu spływała krew, plamiła bielutki obraz, a ja czułam się taka szczęśliwa, ale zaraz znów było mi mało, powtórzyłam czynność jeszcze kilka razy. Chyba trochę przesadziłam, za mocno, dalej płynie, jeszcze szybciej, jeszcze wiecej, znów zaczyna się nerwówka, zastanawianie się czy jeszcze się uda, kalkulacje bez sensu, obiecywanki w duchu że to ostatni raz, wiedząc że to nie jest ostatni, ani przed ostatni,ani przed przed ostatni raz.  

Oczy mi się zamykały, byłam taka zmęczona, nie wiem czy mi się tylko zdawało, czy znów słyszałam Bacę. Tak, to chyba on, ale chwila, słychać kroki ! Kogo on tu przyprowadził ! Chciałam się schować, nie zdązyłam, zza rogu oslepiło mnie światło, usłyszałam głos... :
- Lena ?!








Długo nie bylo, ale już jest, mam nadzieję że się spodoba ♥

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków