• Wpisów: 18
  • Średnio co: 91 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 8 557 / 1742 dni
 
mylifeisveryhard
 
Budzik. Która godzina do cholery i dlaczego nic nie pamiętam? Gdzie jestem, co tu robię, przecież mój pokój wygląda całkiem inaczej! Musiało minąć parę dłuższych chwil, zanim pozbierałam myśli i przypomniałam sobie gdzie jestem i w jakim celu tutaj jestem. Dopiero 6.20, mimo to Kasia i Łucja już gdzieś zniknęły. Wciąż leże, bez ruchu, nie mam ochoty się podnosić, jest tak wcześnie. Staram się przypomnieć sobie dlaczego wszystko mnie boli, prawdopodobnie gdzieś upadłam, ale chwila, to jest przecież inny ból, ból tak bardzo mi znajomy, tak bardzo kochany a i równocześnie nienawidzony przeze mnie ból! Muszę się skupić jeszcze bardziej, zasięgnąć pamięcią troszkę dalej, co się działo ostatniej nocy? Bo wydaje mi się, że nie spędziłam jej tutaj, w łóżku, śpiąc grzeczniutko i śniąc o idealnych bajeczkach, zamkach, księżniczkach i książętach na śnieżnobiałych rumakach.

Myśli uciekają na wszystkie strony. Próbuję wyłapywać z pamięci nawet najdrobniejsze skrawki tego, co działo się wczoraj. W chwili obecnej, układają się niczym niekompletne puzzle, badziewna, wybrakowana układanka! Strzępy...tyle zostało z ostatnich dni, a przecież wiele się wydarzyło, chyba. Auuć... no tak, ciało dopomina się o troszkę kremu, zapewne bandaż i plastry, a ja oczywiście muszę spełnić tę zachciankę i to w trybie natychmiastowym, tak by nikt nic nie zauważył. Jestem z siebie tak dumna, że udało mi się zatrzymać mój maleńki sekret w dalszym ciągu tylko i wyłącznie dla siebie. To nic że nie pamiętam ostatnich kilkunastu godzin, w końcu już nie pierwszy raz i znając życie to nic specjalnego mnie nie spotkało. Bo co niby mogło się stać? Co prawda mam niedokończoną układankę w głowie, instynkt podpowiada cichutko, daje znak, wysyła ostrzeżenia, ale nie, przecież nic się nie stało. Zabieram się za krycie dowodów zbrodni. Nie wiem jeszcze dlaczego tak wcześnie wstałam. Nikogo nie ma, pustka... I co będę robić cały dzień? Może wypada zadzwonić do kogoś, zapytać gdzie są, co robią i co ja mam robić. Ale najpierw chwila relaksu dla siebie, ciepły prysznic i w zasadzie nic więcej, bo co można jeszcze zrobić z tak szpetnie okaleczonym ciałem? To jest pytanie, ale jeszcze ciężej odpowiedzieć na to, co zrobić z tak bardzo okaleczoną duszą? I czy spotkam kiedyś tak przypadkiem jakiegoś świetnego lekarza dusz? Hah... No oczywiście że nie. Plany, marzenia, fantazje, myśli, słowa, melodie, wszystkie wytworzone dzięki wyobraźni, stworzone tylko by były więźniami w naszej głowie, by ciągle zadawały ból, by pokazywały jak bardzo są piękne, jak wiele szczęścia dają, jak zmieniają nas na lepsze, okazują ciepło, jak dzięki nim życie nabiera kolorów i w końcu jak bardzo są nierealne i nie możliwe do realizacji. Można czegoś bardzo chcieć, być niemalże pewnym i przekonanym w stu a nawet i tysiącu procentach że uda się spełnić marzenia, to i tak w którymś szczególnym momencie szlak wszystko trafi. Ale nie ma co się przejmować! Opowiem ci dokładnie jak to wygląda po kolei! Tylko usiądź wygodnie i posłuchaj...
Najpierw jesteś szczęśliwy, bo nie znasz miliona uczuć, bliskie jest ci tylko szczęście, a przy poczuciu fizycznego bólu - smutek. Z czasem gdy dojrzewasz, poznajesz inne uczucia, te korzystnie wpływające na ciebie i te sprawiające, że zaczynasz tęsknić za okresem gdy znałeś zaledwie 2. O właśnie, widzisz w tej chwili poznajesz także tęsknotę. Ale to jeszcze nic. Następnie poznajesz kolejno jeszcze więcej uczuć. Zazdrość, rozgoryczenie, miłość, naiwność... Wymieniać bym mogła bez końca, bo pewnie wiesz, albo i nie, ale człowiekowi towarzyszyć może nawet do 500 różnych od siebie uczuć, emocji i nastrojów. To tak, jakbyś był\a skarbonką, a ludzie każdego dnia zapełniali cię złotówkami, co suma summarum późnym wieczorem dałoby około 500 złotych. Tak właśnie jest z nami. Ludzie, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy napełniają nas uczuciami, pozytywnymi ale i negatywnymi, a potem my jesteśmy rozliczani sami przed sobą i to my najbardziej na tym cierpimy, bo przecież, by wydostać zawartość skarbonki, najpierw trzeba ją stłuc. Metalowe krążki nie ucierpią, skarbonka zaś, zniszczona zostaje doszczętnie - uczucia nie ucierpią, człowiek zaś, zostaje zniszczony doszczętnie.

Piecze, ciepła woda sprawiła że rany się otworzyły i bolą jeszcze bardziej. Ale ból taki skłania mnie ku głębokiej refleksji. Skupiam się wtedy na rzeczach ważnych i całkowicie bezwartościowych. I z każdej sprawy w tej chwili wyciągam wnioski, snuję prawdopodobieństwa i osiągam całkowicie inny kąt widzenia.

Na lustrze wisi karteczka. Pismo Łucji, od razu rozpoznałam. Treść...  Jak mogłam zapomnieć! Przecież dziś są zawody, zostawili mnie... Trenerowi powiedziały, że jestem bardzo chora, mam bardzo wysoką gorączkę i nie mogę nawet wstać z łóżka. Dobra, ale chwileczkę. Dlaczego niby miałabym nie wstać z łóżka? Musze wystartować, sztafeta się zawali, nie mogę zawieźć kolejnych osób. Mam tylko nadzieję że zdążę się ubrać i pojawić na trasie na czas. Coś jeszcze mi tu nie gra, brakujące puzzle chyba powoli się odnajdują, a teraz już boję się kończyć układankę, bo przewiduję kompletny obrazek... I nie jest on odzwierciedleniem szczęścia. Koniec teraz rozmyślania, lecę na trasy, muszę! Tylko czy dam radę, tak bardzo boli. Ale muszę, muszę. Tylko jak ja im spojrzę w oczy, co powiem, jak wytłumaczę to wszystko? Będę się martwić potem. Teraz przeraża mnie jedno. Czy one poznały już moją tajemnicę?

Widzę je, stoją tuż przy starcie, a ich przerażone miny na mój widok uderzają we mnie z pełną siłą, powodującą wewnętrzny paraliż, jednak idę, bo przecież obiecałam i sama zawaliłam. Jestem gotowa na wszystko.




Na dzisiaj tyle, zachęcam do odświeżenia pamięci i ocenienia kolejnego rozdziału. ;) Następny niebawem! Miłego czytania !

  •  
  • Pozostało 1000 znaków